ael blog

Twój nowy blog

Wpisy, których autorem jest autor

Wczoraj po powrocie z pracy mój małżonek zajrzał do garnka pełnego parującej zupy (krem jarzynowy zresztą), pociągnął nosem i powiedział:

- Suuuupeeer! A co na drugie danie?

To już prawie 7 lat jak się znamy, 2,5 roku po ślubie, a w nim wciąż nie śpi nadzieja, że któregoś dnia ugotuję dwudaniowy obiad… O święta naiwności!

Doktorat

2 komentarzy

Jakbym kiedyś postanowiła się doktoryzować – to mam już temat. No, zręby tematu. „Różnice w poglądach na wychowanie dzieci między moją mamą a teściową – studium przypadku.”
Zręby doktoratu wyglądają mniej więcej tak:

Jedzenie
Mama: Najlepiej to mu ugotuj zupkę taką, z tych warzyw od nas z działki, wszystko ekologiczne, bez grama nawozu. Tych słoiczków to mu lepiej nie dawaj, już ja nie wierzę, że tam nie ma żadnych konserwantów.
Teściowa: Najlepsze jedzenie ze słoiczka, przebadane wszystko, najzdrowsze. A tak z działki, to przecież nie wiadomo w jakiej ziemi rosło i jaki deszcz na to padał. Tak, słoiczkowe jedzenie najlepsze, ze słoiczków mu dawaj.

Leczenie
Mama: Byliscie u lekarza? I co? Oj, dobrze, że nie antybiotyk. Takie maleństwo, najgorzej, jakby antybiotyk już dostał. Od tych antybiotyków to tylko odporność spada i potem ciągle sie jest chorym. Antybiotyki to oby jak najpóźniej.
Teściowa: Byliście u lekarza? I co? Nie dał antybiotyku??? To ja nie wiem, przecież on za chwilę będzie miał zapalenie płuc. Jakby miał antybiotyk to by się to zatrzymało. Zobaczysz, jeszcze będziesz żałować, że mu antybiotyku nie podałaś.

Aktywność fizyczna
Mama: Połóż koc na podłodze i małego na tym kocu. Na kocu najlepiej – bezpiecznie, nie spadnie, krzywdy sobie nie zrobi, może się turlać ile zechce. Ja tak swoje dzieci kładłam i uważam, że tak najlepiej.
Teściowa: A dlaczego on tak na podłodze leży? Przecież jemu tu twardo. No i zimno mu, tu strasznie wieje od okna. Ja wiem, że szczelne, ale tu jemu wieje. Przeziębi się, trzeba go do łóżeczka przenieść, jego tata to tylko włóżeczku leżał.

A to dopiero pół roku…

PS. Habilitacja będzie o różnicach poglądów na urządzanie mieszkania. Zaczynam zbierać materiały…

Pański wygląd

2 komentarzy

Pani ortopedka dziecięca z przychodni w sercu Pragi, rzuciwszy przelotnie na mnie okiem, mówi mi per ty. Nic to, sympatyczna pani ma z 6 dych na karku, mogłaby swobodnie być moją matką, a większość jej klientek (czyli mam małych pacjentów) to ledwo opierzone praskie dwudziestolatki.
Jednak rzuciwszy okiem po raz drugi pani ortopedka niemal niezauważalnie przechodzi na formę „pani”. Widocznie nawet bez makijażu nie wyglądam już na młódkę… Dobrze choć, że trzeba się trochę przyjrzeć…

Mama

9 komentarzy

Najpierw nie bardzo mogłam zajarzyć dlaczego ci ludzie ze szpitala ciągle mówią do mnie coś o jakiejś mamie, chociaż przecież mojej mamy nie ma w pobliżu.
A jak w końcu przywykłam, że zwracają się do mnie – to nas wypisali.

Od świąt (w sensie od Wielkanocy) zalegałam w łóżku ze względu na kategoryczny nakaz leżenia i inkubowania, po tym jak w Wielkanoc się przetrenowałam na spacerach. Teraz mam już zielone światło na poród, wyglądam jakbym połnęła piłkę lekarską, aczkolwiek trochę mało przytyłam. Jak znam życie to po tym, jak walczyłam, żeby nie urodzić za wcześnie będę musiła walczyć, żeby nie przenosić. Dżentelmen w moim brzuchu wydaje się mieć świetnie, niestety na ostatnim USG wyszło, że ma poszerzony kanalik kielichowo-miedniczkowy w prawej nerce, więc zrobiło się zdecydowanie mało śmiesznie, trzeba to będzie sprawdzić na USG po porodzie i ewentualnie później myśleć. Ja oczywiście myślę już teraz. Za to Mała Gwiazda waży już ok. 3200-3300 g i dużo czasu spędza w ruchu, zwłaszcza w okolicy moich żeber i pęcherza.
W pracy dali mi podobno awans i na pewno nagrodę uznaniową. Fajnie, jak na osobę, która od ponad półtora miesiąca nie zaszczyciła siedziby pracodawcy swoją obecnością.
Ominął mnie bal w Agorze, na który zaproszenie przytargał Przyszły Ojciec, ale podobno było średnio (wysłałam go samego).
Pojutrze idę na biopsję guza tarczycy, akie interesujące nowe doświadczenie ;-)
Generalnie w tym momencie życia interesuje mnie tylko ciąża, dziecko i ja sama… Swoją drogą w tych ostatnich tygodniach niedomaga się intelektualnie do tego stopnia, że musiałąm napisac notkę, żeby sprawdzić czy pamiętam jeszcze literki…

Flower power

3 komentarzy

Przedwczoraj mąż po powrocie z pracy wręczył mi kwiaty. Ot tak, bez okazji. Na wszelki wypadek zapiszę to tu, bo nie wiadomo kiedy znów mi się to przytrafi.
Swoją drogą podejrzana sprawa.

Albo nie może uwierzyć w tę sielankę, którą mu ostatnio urządzam w domu (uprane, posprzątane, ciepły obiad na stole, gdy wraca z pracy) albo ma kochankę…

Gdybym miała powiedzieć czego najbardziej mi brak przez te ostatnie pół roku, to (pomijając cholerną dietę cukrzycową od dwóch tygodni) byłby to taniec. Żadna tam ze mnie Edyta Herbuś, w zasadzie ja raczej z tych, co im muzyka z tańcu nie przeszkadza, ale – mimo brzucha – jakby mi zagrali, to podskoczyłabym jeszcze. No, chciałabym podskoczyć…

No i w przyszłym tygodniu zaszczycę swoją obecnością jeden z warszawskich szpitali. Na dni parę. Premierowo. Czuję, że będzie naprawdę ostro…

Małżonek szacowny utracił był 10 kg masy, ale nie na skutek wchodzenia i schodzenia z wagi, tylko diety niejakiego Dukana. Zajęło mu to jakiś miesiac, a potem jak gwałtownie zaczął, tak gwałtownie skończył („prawdziwego mężczyzne poznaje się…”).
Owe 10 kg ja natomiast przytyłam. No dobra, na razie 8, ale nie ma się co łudzić, że do 10 nie dojdę. Na moje oko dojdę zresztą do 12, albo i 13. Nie więcej, mam nadzieję. A potem zamierzam gwałtownie zrzucić. Bardzo gwałtownie…

Korzystając wczoraj z szumnie głoszonych promocji, zakupiliśmy w sklepie jakoby nie dla idiotów wagę łazienkową. A, tak jakoś, zapragnęłam mieć. Poprzepychaliśmy się między półkami z ludźmi, którzy też postanowili paść ofiarą akcji reklamowej, odstaliśmy swoje w kolejce, pani w kasie zainkasowała stówkę, jeszcze tylko podbicie gwarancji i jazda do domu.
W domu pierwsza na wagę weszłam ja. Wyszło jakoś beznamiętnie: od kilku tygodni niemal nieustannie jem, konsumuję i spożywam, a tu waga identyczna jak przed dwoma tygodniami i dwoma miesiącami, dajmy na to. Widać tak musi być.
Nastęny na wagę wtarabanił się małżonek. Waga wyświetliła 109 kg. Zgrabny balans ciała małżonka i waga zmieniła zdanie: 108,8 kg.
- Sto pięć – przeanalizował wynik małżonek. Nie kłóciłam się, na analizie się nie znam, małżonek zaś zatrudniony w komórce odpowiedzialnej za analizy finansowe, pewnie wie coś więcej niż ja, prosta babina.
Waga powędrowała do łazienki, a ja na kanapę. Za chwilę dołączył małżonek, przytulając się spontaniecznie (spontaniczne przytulenie mojego małżonka grozi śmiercią lub kalectwem, a conajmniej lekim podduszeniem, bo to trochę tak jak spontaniczne przytulenie przez Andrzeja Gołotę, ale dałam radę).
- Wiesz, AELciu, chciałbym ważyć sto! – zajęczał tęsknie rzeczony towarzysz życia
- Łiiii – zapiszczałam wcale nie powiątpiewająco, mając w pamięci jak jeszcze tego samego dnia naigrywał się z pokazywanego w TV dwustukilowego faceta, który w ciągu 2 tygodni schudł o 6 kg – na pewno dasz radę.
- Właśnie, od dziś jem połowę – zadeklarował mój domorosły bohater
- Łiii – znów zapiszczałam dyplomatycznie – wydaje mi się, że wystarczy jak odstawisz codzienną porcję chipsów, coli i piwa.
- Tak – o dziwo zgodził się małżonek – a oprócz tego jem połowę! – postanowił
Jeszcze kilka razy tego wieczoru z łazienki dochodził mnie odgłos użytkowanej wagi, ostatecznie zaś oczom moim ukazał się widok małżonka jedzącego jabłko, chociaż doprawdy, odległość do sklepu z piwem i chipsami nie zwiększyła się wczoraj jakoś gwałtownie. Cola zaś smętnie dalej chłodziła się w lodówce.

Zdaje się, że czeka nas wyjątkowo cieżki adwent w tym roku. Oby tylko waga przetrzymała.
 


  • RSS