Jakbym kiedyś postanowiła się doktoryzować – to mam już temat. No, zręby tematu. „Różnice w poglądach na wychowanie dzieci między moją mamą a teściową – studium przypadku.”
Zręby doktoratu wyglądają mniej więcej tak:

Jedzenie
Mama: Najlepiej to mu ugotuj zupkę taką, z tych warzyw od nas z działki, wszystko ekologiczne, bez grama nawozu. Tych słoiczków to mu lepiej nie dawaj, już ja nie wierzę, że tam nie ma żadnych konserwantów.
Teściowa: Najlepsze jedzenie ze słoiczka, przebadane wszystko, najzdrowsze. A tak z działki, to przecież nie wiadomo w jakiej ziemi rosło i jaki deszcz na to padał. Tak, słoiczkowe jedzenie najlepsze, ze słoiczków mu dawaj.

Leczenie
Mama: Byliscie u lekarza? I co? Oj, dobrze, że nie antybiotyk. Takie maleństwo, najgorzej, jakby antybiotyk już dostał. Od tych antybiotyków to tylko odporność spada i potem ciągle sie jest chorym. Antybiotyki to oby jak najpóźniej.
Teściowa: Byliście u lekarza? I co? Nie dał antybiotyku??? To ja nie wiem, przecież on za chwilę będzie miał zapalenie płuc. Jakby miał antybiotyk to by się to zatrzymało. Zobaczysz, jeszcze będziesz żałować, że mu antybiotyku nie podałaś.

Aktywność fizyczna
Mama: Połóż koc na podłodze i małego na tym kocu. Na kocu najlepiej – bezpiecznie, nie spadnie, krzywdy sobie nie zrobi, może się turlać ile zechce. Ja tak swoje dzieci kładłam i uważam, że tak najlepiej.
Teściowa: A dlaczego on tak na podłodze leży? Przecież jemu tu twardo. No i zimno mu, tu strasznie wieje od okna. Ja wiem, że szczelne, ale tu jemu wieje. Przeziębi się, trzeba go do łóżeczka przenieść, jego tata to tylko włóżeczku leżał.

A to dopiero pół roku…

PS. Habilitacja będzie o różnicach poglądów na urządzanie mieszkania. Zaczynam zbierać materiały…