Pani ortopedka dziecięca z przychodni w sercu Pragi, rzuciwszy przelotnie na mnie okiem, mówi mi per ty. Nic to, sympatyczna pani ma z 6 dych na karku, mogłaby swobodnie być moją matką, a większość jej klientek (czyli mam małych pacjentów) to ledwo opierzone praskie dwudziestolatki.
Jednak rzuciwszy okiem po raz drugi pani ortopedka niemal niezauważalnie przechodzi na formę „pani”. Widocznie nawet bez makijażu nie wyglądam już na młódkę… Dobrze choć, że trzeba się trochę przyjrzeć…