Korzystając wczoraj z szumnie głoszonych promocji, zakupiliśmy w sklepie jakoby nie dla idiotów wagę łazienkową. A, tak jakoś, zapragnęłam mieć. Poprzepychaliśmy się między półkami z ludźmi, którzy też postanowili paść ofiarą akcji reklamowej, odstaliśmy swoje w kolejce, pani w kasie zainkasowała stówkę, jeszcze tylko podbicie gwarancji i jazda do domu.
W domu pierwsza na wagę weszłam ja. Wyszło jakoś beznamiętnie: od kilku tygodni niemal nieustannie jem, konsumuję i spożywam, a tu waga identyczna jak przed dwoma tygodniami i dwoma miesiącami, dajmy na to. Widać tak musi być.
Nastęny na wagę wtarabanił się małżonek. Waga wyświetliła 109 kg. Zgrabny balans ciała małżonka i waga zmieniła zdanie: 108,8 kg.
- Sto pięć – przeanalizował wynik małżonek. Nie kłóciłam się, na analizie się nie znam, małżonek zaś zatrudniony w komórce odpowiedzialnej za analizy finansowe, pewnie wie coś więcej niż ja, prosta babina.
Waga powędrowała do łazienki, a ja na kanapę. Za chwilę dołączył małżonek, przytulając się spontaniecznie (spontaniczne przytulenie mojego małżonka grozi śmiercią lub kalectwem, a conajmniej lekim podduszeniem, bo to trochę tak jak spontaniczne przytulenie przez Andrzeja Gołotę, ale dałam radę).
- Wiesz, AELciu, chciałbym ważyć sto! – zajęczał tęsknie rzeczony towarzysz życia
- Łiiii – zapiszczałam wcale nie powiątpiewająco, mając w pamięci jak jeszcze tego samego dnia naigrywał się z pokazywanego w TV dwustukilowego faceta, który w ciągu 2 tygodni schudł o 6 kg – na pewno dasz radę.
- Właśnie, od dziś jem połowę – zadeklarował mój domorosły bohater
- Łiii – znów zapiszczałam dyplomatycznie – wydaje mi się, że wystarczy jak odstawisz codzienną porcję chipsów, coli i piwa.
- Tak – o dziwo zgodził się małżonek – a oprócz tego jem połowę! – postanowił
Jeszcze kilka razy tego wieczoru z łazienki dochodził mnie odgłos użytkowanej wagi, ostatecznie zaś oczom moim ukazał się widok małżonka jedzącego jabłko, chociaż doprawdy, odległość do sklepu z piwem i chipsami nie zwiększyła się wczoraj jakoś gwałtownie. Cola zaś smętnie dalej chłodziła się w lodówce.

Zdaje się, że czeka nas wyjątkowo cieżki adwent w tym roku. Oby tylko waga przetrzymała.