Byłam ci ja wczoraj na Krakowskim Przedmieściu, obejrzałam „obrońców” krzyża, doświadczyłam zapachu w komunikacji miejskiej, poczułam ścisk żołądka przed wejściem do czegoś w rodzaju dziekanatu (czemu ja sie uparłam na tę naukę, czemu), popatrzyłam na współczesną młodzież…
Ogólnie nie jest dobrze. Po Krakowskim Przedmieściu kręci się więcej kobitek w KOZACZKACH (sic!) niż w sandałkach! To jak to lato ma do nas wrócić? Moje jedne satynowe cytrynowe balerinki (wciąż zresztą przemoczone) wiosny nie uczynią!!!