ael blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 8.2010

I tak oto w trzydziestym pierwszym roku życia dostrzegłam proszę państwa, że na pośladkach i tylnej części ud mam to, co inne kobiety nazywają cellulitisem. Zupełnie przypadkowo mizdrzyłam sie przed lustrem (hehe, kogo chce oszukać, mizdrzę się tam za każdym razem, kiedy przechodzę i nie wyglądam akurat jak zombie) i jakoś tak okazało się, że z tyłu coś się piętrzy. Nie wykluczam, że ten cholerny cellulitis był tam przez ostatnie dziesięć lat, tylko że przez ostatnie dziesięć lat żyłam w przekonaniu, że moje ciało jest uosobieniem kobiecości, doskonałości i tylko wybrańcy mogą to dostrzec (jeszcze raz dziękujemy miłemu panu, który tak mnie zindoktrynował te dziesięć lat temu), a narzekałam tak z przyzwyczajenia i dla przyzwoitości. Przekonanie, że pochodzę wprost od Ewy, która jest przecież dziełem Boga, było tak głębokie, że firmy produkujące stosowne specyfiki raczej na mnie nie zarobiły. A dziś – trrrach – cellulitis! Liposukcje raczej wykluczam, szkoda kasy i cierpienia (heheh, jak przeżyłabym liposukcję skoro boję się nawet pobierania krwi, heloł!). Trudno, trzeba będzie nadrabiać osobowością…

Tydzień temu okazało się, że zdałam jeden cholernie ważny i trudny egzamin, uzyskując przy tym wynik tak dobry, że zakoczył nawet mnie, a paru życzliwym i nieżyczliwym kopary poopadały. No ale o tym nie będę pisać – cellulitis ważniejszy.

Małżonek z pewnym powodzeniem pisuje do kilku serwisów internetowych o wąskiej specjalizacji. Głupawej moim zdaniem zresztą, ale pecunia non olet. Swoją drogą fenomen: nie wiem czy on umie czytać, bo z książką w ręku widziałam go może ze trzy razy w życiu (podręczniki i gazety się nie liczą), ale pisać umie tak, że ktoś to chce czytać.
Popołudniu pisze jakiś mini-felieton i zawzięcie coś przy tym liczy. Mnoży, dzieli i odejmuje.
- AELciu, jak stałaś z matmy w szkole? – pyta w pewnym momencie
- No, yyyyyyy, zależy w której klasie, a co, jakieś całki i różniczki?
- Nie, ale może mogłabyś mi pomóc…
Przez dłuższą chwilę dzielimy, mnożymy, odejmujemy, z użyciem kalkulatora i bez, a ja proponuję nawet ułożenie proporcji. W końcu małżonek uznaje uzyskany wynik za satysfakcjonujący i wraca do redagowania felietonu.

Pisze: „Jak zatem łatwo policzyć, uzyskany wynik to…”


  • RSS