Z mamą niby lepiej, ale jednak nie do końca. Chodzi. Ale wciąż nie czyta. Nie ma zaburzeń mowy ani pamięci. Ale do pracy się nie nadaje. Potrzebuje jedynie minimalnej pomocy osoby trzeciej, żeby funkcjonować. Podobno z dnia na dzień ma się polepszać. Ale lekarze twierdzą, że rehabilitacja potrwa jeszcze kilka tygodni. Zostanie wykonane badanie błednika, ale raczej już wiadomo, że to nie to. Jakoś to będzie.
W pracy kontrowersyjnie. Nowy szef. Znowu jestem na dorobku. Z nowym mieszkaniem na razie stan zawieszenia.
Wczoraj, po prawie 10 latach mieszkania w Warszawie, dotarlam (wraz z małżonkiem) na taras widowkowy Pałacu Kultury. Taras jak taras, widok jak widok, ale generalnie miło, że w koncu to zaliczyłam.
Dziś rzeczony małżonek poprawił mi humor. Wrócił z pobliskiego sklepu, gdzie spotkał sąsiadkę, niejaką Alżbetę Lenską, podobno aktorkę i żonę Rafała Cieszyńskiego, podobno aktora. Wrócił i oświadczył, że taka wyprawa do sklepu bardzo pomaga docenić świetną figurę żony. Jak się stoi za Alżbetą do kasy. Miło, aczkolwiek… wyglądam jak nasza szkapa. Serio. Gdzieś zniknął mi biust. Niemal. No pewnie, smukła jestem jak nigdy. Ale biust zniknął. I ciężko ciuchy dobrac, wszystko wisi. Tak jakoś wyszło.
Ostatnio gość stojący za mną w kolejce do bankomatu spytał :”stoisz w kolejce?”. Niby nic wielkiego, ale miło. Tak samo jak wtedy, kiedy ekspedientka w sklepie pierwszy raz zapytała: „co pani podać?”.

Chyba złapałam przeziębienie. W końcu musiało przytrafić się to i mnie. Lekko zdycham. Jak zawsze.