Wobec faktu, że nie mam zbyt wiele fajnych i optymistycznych rzeczy do zakomunikowania, zakomunikuję tę jedną rzecz, która jest niewątpliwie fajna i optymistyczna.
Mam choinkę!
W zasadzie: mamy choinkę!
Jest prawdziwa! P-R-A-W-D-Z-I-W-A! Pierwszy raz w życiu mam prawdziwą choinkę.
Choinka jest świerkiem, jest trochę mniejsza ode mnie, ma na sobie 35 bombek w różnych odcieniach złota oraz 1 łańcuch, a także jeden komplet żółtych lampeczek (za 8,95 zł w Auchan).
Jest śliczna, stoi sobie w kącie pokoju, między drzwiami na balkon a stojakiem na gitarę. Nie wiem co zrobić, żeby doczekała do świąt, nigdy nie miałam prawdziwej choinki. RRRRety, zawsze chciałam mieć naturalną, ale rodzice nigdy nie chcieli kupic. Pewnie, oni w dziecinstwie zawsze mieli naturalna, dla nich żadna frajda. A ja, w przededniu swoich trzydziestych urodzin spelnilam swoje choinkowe marzenie. Idę się na nią pogapić :-))))

PS. czy jak spełnię wszystkie swoje marzenia z dzieciństwa to będę musiała umrzeć?