Przepowadzilam sie. W dobie, kiedy ludzie gładko przeprowadzaja sie do Londynu, Brukseli albo Sydney, ja przeprowadzilam sie na Bródno. W zasadzie tylko fizycznie, bo mentalnie wciaz tkwie po lewej stronie Wisły. Ale co było robic, Narzeczony odebrawszy klucze od developera uznal, że to jasne jak 2+2=4, a ja sie przeprowadzam do wspólnego gniazdka. Spakowałam przeto ksiązki i reszte dobytku i od tego czasu nie moge sie przyzwyczaic, ze nie mieszkam przy metrze. Zreszta wcale tak bardzo tego nie odczuwam, bo i tak wszedzie jezdzimy autem. Na przyklad rano do pracy.Wszystko bylo dobrze, dopoki ja pracowalam od 8.15, a Narzeczony od 8. Ale jak na złość Narzeczony pracę zmienił i od jutra będzie jeździł na 7.30. Będę zatem wstawac ciemna noca, opuszczac apartament bladym switem, przekaczac Wisłe razem z pierwszym promieniami slonca, az ostatecznie zostane pracownikiem miesiaca. O ile przezyje…