Jechałam dziś rano metrem tuż obok dwóch osiemnastolatek.  Były rozgadane, wyluzowane i w ogóle: nie mogę zrozumieć podziału jąder i kwarcowania, nie mogłam znależć w internecie nic o pasożytach, a potem jak mi napisałaś o tej jemiole to nie miałam dostępu do komputera, mam nadzieję, że wszystko dobrze napisałam na sprawdzianie, to jest taki podręcznik dla studentów, facet od chemii jest w szpitalu, a ta Gabi to jest mała, gdzieś taka, ruda i nawet nie za bardzo zgrabna, a tak kosi facetów, że szok, a ten Łukasz to w zasadzie już nie jest mój, a Adam to ma taką scweloną twarz, że daj spokój…

Miały podobny makijaż do mojego, tylko staranniejszy, i słownictwo tożsame z moim. Miałam ochotę włączyć się do rozmowy i dorzucić swoje o pasożycie, że chemia mi się skończyła w drugiej klasie, że też nigdy nie zrozumiem facetów i w ogóle na jakie studia byście chciały iść, dziewczyny…

Te kilka stacji pozwoliło mi zorientowac się, że albo mam poważny problem natury niedojrzałości psychicznej, albo po prostu rozwijam sie troche wolniej niż inni i mam jakies 10 lat opóźnienia :-)