Po pierwsze obcięłam włosy. Wielkie wydarzenie, bez dwoch zdan. Mialam dlugie wlosy odkad zaczelam rozumiec, ze osoba, ktora widze w lutrze – to ja. Aaaa, tak mi cos odbiło, nadszedl czas zmian. Oczywiscie teraz juz wiem, dlaczego mialam dlugie wlosy przez ostatnie jakies 25 lat. Bo to wygodne. I niech nikt nie mowi, ze nie. Ma sie do wyboru milion fryzur, no i zawsze w awaryjnej sytuacji można je po prostu zwiazać w kucyk albo cos tam. Teraz mam naprawde świetnie, dosc awangardowo obciete włosy, tylko że musze je ciągle modelować. Wyglądam coś jak Victoria Beckham, albo nawet lepiej, ale kosztuje to pół godziny rano. A poza tym pewnie niedlugo mi sie znudzi, no i bede musiala latać do fryzjera co miesiac. Raz się żyje.

Moj narzeczony jest najlepsza cześcia mojego zycia. Aktualnie. Jakos tak wyszlo. Mimo tego, że przyłożył mi dziś w łeb. Teraz wiem, zeby nie podchodzic do niego od tyłu kiedy trzyma ręce w górze i zamierza opuscic. A poza tym uprał mi dziś, eeee, figi. Ręcznie. W swoich małych rączynach stukilowego chłopa. Nie wiem jak udało mi sie go do tego skłonić. No i robi mi codziennie rano kawe do łóżka. I kanapki do pracy. Jest najlepsza czescią mojego życia. W zamian podpaliłam mu dziś koszulkę. Nad kuchenka gazową. Tak sie jakos kręciłam. Nie mam pojęcia dlaczego niektórzy ludzie ode mnie z pracy twierdzą, że mam ADHD.

Jestem oczywiście chora*). Klasycznie zasmarkana i zakichana. Życie jest trudne. Od początku do końca.

*) to tak oczywiste jak fakt, że za przegraną PiSu w wyborach odpowiada PO, no bo przecież nie prezes Kaczyński