ael blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 10.2007

Panno K. i Panna O. ode mnie z pracy wpadły na pomysł wizyty u wróżki. Albowiem Pannie K. i Pannie O. nie za bardzo sie powodzi na gruncie damsko-męskim, a lata lecą. W sumie nic śmiesznego, zwłaszcza w kontekście, że obie Panny są dość rozsądne w codziennym kontakcie, wysoko uczone i twardo stąpające po ziemi.
Jedyny problem polega na tym, że zlokalizowały sprawdzoną wróżkę i zaproponowały mi wspólną wizytę. Nie poszłam. Oczywiście. I nie chodzi o to czy wierze i w co wierze. Chodzi o to, że jeśli jakaś obca baba powie mi, że mężczyzną mojego życia jest chuderlawy, łysiejący blondyn w okularach (przypomnijmy, mój oficjalny partner to nieżle zbudowany przystojny brunet), będę mieć problemy z małżeństwem/w małżeństwie, a o dzieciach to zapomnijmy, to uschne ze zgryzoty. Im bardziej będę wiedziała, że to nieprawda, zabobon i bujda, tym bardziej będę usychała.
Pannie K. i Pannie O. oczywiście wyszła w kartach banda przystojnych i zamożnych brunetów i blondynów. I powodzenie w innych sferach. Będzie to, co musi być…

Wynik wyborów skomentowałam w tytule notki. Narzeczony został nawet czasowo zawieszony w prawach narzeczonego, bo nie chciał głosować tak jak mu kazałam. Odgryzł się, że wobec tego seksu mogę oczekiwać dopiero po ślubie. No i musiałam go odwiesić :)

Słucham sobie Kostka Joriadisa „Kobieta magię ma”.

Ide sobie dzis przez park Sady Żoliborskie tak kolo poludnia (bo odbieram dzien wolny za sobote, kiedy to przez 12 godzin realizowalam prezydencko-rządową koncepcję z całą pewnością wcale nie przedwyborczą, jak twierdza wstretne rodziny katyńskie czy jakies tam inne niewdzieczne ), a że przy okazji jestem cała przeziebiona i zasmarkana, to ide wolno, ale ide, bo musze w koncu opłaty rózne porobić, no i pogoda super, wiec ide. Słońce jak balija (to regionalizm taki), wiec mam na sobie dżinsy błękitne, sweterek śnieżnobiały i klapeczki różowiutkie, co mi je kiedyś tatuś w ramach programu „Ucz się dzieciaku, żebyś w życiu choć na buty sobie zarobiła” zaniósł do szewca i metalowymi flekami podkuł.
Ide sobie i obserwuje te matki różne z wózeczkami, co to w podejrzanie młodym wieku są. Matki oczywiście, nie wózki. Normalnie dzieci maja dzieci, i ze skad te dzieci maja pieniadze na te dzieci, skoro ja na przyklad nie mam, a juz taka mlodziutka nie jestem, oj nie. I ze może system pomocy spolecznej zaczal jakos skuteczniej dzialac, ze to becikowe 1000 zeta to normalnie co miesiac, a nie jednorazowo, a ja znowu niedoinformowana i nic nie wiem, tylko pluje na wladze jako to wykształciuch. No i że może bym sie dowiedziala czy jak urodze to mi przedszkole opłacą albo karnet do Medicovera czy cos, albo dopłaty do mundurka czy dodatkowych zajec jakichs typu jazda konna, bo przeciez mnie nie stac tak na wszystko, jak podejrzewam. Chociaz ostatecznie średniej krajowej nie zarabiam, a i narzeczony do nędzarzy nie należy. Jak pania tam w tej pomocy spolecznej przekonac, ze nie jestem oligarcha z ukladu, ale pare złotych na prywatna edukacje sie przyda – pojecia nie mam.
No i ide sobie, mijam plac zabaw, stukam fleczkami, sciagając spojrzenia babć i dziadków okupujących ławeczki, mamuś i niań różnego rodzaju, a i maleństwa z piaskownicy główki swe wysadzają, odziane w ciuszki firmowe, skad na to wszystko wziąc pytam sie.
No i nagle sru-pierdut, metalowy fleczek ugrzązł w dziurze w chodniku i lewy klapeczek został, a ja już 2 metry dalej jestem. Z godnościom osobistom wróciłam się i klapeczek na nóżkę swą wypedicurowaną obułam, z jeszcze większą godnościom oddalając sie, a po 10 metrach ta sama akcja nastapila z prawym klapeczkiem.

No nie na moją głowe ta polityka cała, nie na moją.


  • RSS