ael blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 2.2007

Jakos tak mam, ze jestem z tych przejmujacych sie. Nie przejmuje sie jednak dziura ozonowa, obwodnica w dolinie Rospudy czy tym, ze kiedys wszyscy umrzemy. Przejmuje sie natomiast swoja praca… Fachowo nazywa sie to zanizony wskaznik odpornosci na stres zawodowy. Objawi sie to z kolei tym, ze budze sie o 4-5 rano i nie moge zasnac. Ze w glowie wyswietlaja mi sie scenariusze z cyklu „co sie stanie jesli”. Ze nie moge myslec o niczym innym. Ze zżera mnie napiecie, choc wszyscy wokol chodza wyluzowani. Ze licze w glowe sprawy , na ktorych moge namoczyc d…
Oczywiscie czasem sie to wzmaga, a czasem nie wystepuje w ogole. Ale ostatnimi czasy raczej sie wzmaga. I z jednej strony wiem, ze trzeba to przerac i, albo przestac sie przejmowac, bo przeciez ludzi epracuja tu latami i zycja, albo po prostu zmienic prace. Ale zmiana pracy narazalaby mnie na kolejny dlugotrwaly ustawiczny stres, zatem chcac sobie oszczedzic kolejnej jego dawki darowuje sobie (tchorz, tchorz) nawet nieudolne usilowania zmiany pracy. A w ogole czy jest gdzies praca mniej stresujaca?

I wlasnie teraz tak jest, ze pojde do lozka, zgasze swiatlo, otoczy mnie cisza i ciemnosc i wpadne w ramiona najwiekszego aktualnie zyciowego problemu (hehe, oby wszyscy tylko takie mieli), czyli: co bedzie, jesli taki jeden koleś napisze do moich szefow, ze w takim to a takim trybie (ktory koles niestety zna) domaga sie ukarania mnie za nietterminowe rozpatrzenie sprawy (co zreszta kolesiowi jest na reke, ale co mu szkodzi napisac, tak?)…

Czy musze oderwac sobie glowe, zeby przestac o tym myslec?

Moja Babcia Kochana ma lat prawie 88 i daj jej losie drugie tyle.
Opowiada nam Babcia przy okazji ktorejs wizyty, ze jakiejs tam sasiadce urodzila sie prawnuczka i sasiadka bardzo sie tym chwali. No i Babcia w rozowie z sasiadka pochwalila zdjecia prawnuczki i uprzejmie, aczkolwiek naprawde niezlosliwie nadmienila, ze nie dane jej bylo slyszec o slubie wnuczki. Sasiadka jeszcze uprzejmiej wyjasnila, ze panstwo ze soba zyja, mieszkaja, itd., ale slubu nie maja. Babcia jeszcze uprzejmiej skoncentrowala sie na kontemplowaniu urody prawnuczki na fotkach, a potem opowiedziala nam te historie, nawet nie nacechowujac jej jakos negatywnie, tylko informacyjnie.
Jęłam uprzejmie wyjasniac Babci, ze w dzisiejszych czasach slub to droga impreza i nie kazdego stac…
Babcia uprzejmie odpowiedziala, ze jak kogos nie stac to powinien isc do kosciola, wziac cichy skromny slub i zyc po katolicku.
Uprzejmie zmienilam temat.

No bo, rodzicom to jakos powiem, znaja mnie i powinni byc przygotowani. Ale jak powiedziec Babci Kochanej, lat 88 prawie, ze mimo posiadania przez obydwie strony wszystkich niezbednych sakramentow typu chrzest-komunia-bierzmowanie, nieprzyjmowania dotychczas sakramentow typu kaplanstwo-malzenstwo oraz braku jakichkolwiek przeszkod formalnych ŻADNE Z NAS NIE MA W PLANACH SLUBU W KOSCIELE?

PS. Własnie przed chwila dowiedzialam sie ze strony internetowej mojego dawnego wydzialu na uniwersytecie, ze moja kolezanka z roku, borostwór okropny, wybaczam jej, ze brzydka i otyla, ale niedomyta, nieubrana i wizualnie odpychająca WYSZŁA ZA MĄŻ i juz nie nazywa sie, przykładowo, Mariola Wafelek, tylko Mariola Wafelek-Potocka… Niestety nie przychodzi mi w ramach komentarza teraz do głowy nic lepszego niż: O mój, kurwa, Boże! Jej ślub na pewno był katolicki…

Fakt, że jestem aktualnie parzysta, kochana i kochajaca oznacza jedynie, ze jestem parzysta, kochana i kochajaca, a nie martwa… Z tego wzgledu zdarza mi sie czasem zauwazyc w moim otoczeniu jakichs samcow innych niz ten moj…

I na ten przyklad wczoraj zaobserwowalam dwoch…
Jeden przebywal u pracowych kolezanek w sasiednim pokoju, rozpoczal konwersacje, bylam w szampanskim nastroju, kleilam durnia az milo, zadnych walorow nie roztaczalam, a juz na pewno nie intelektualnych… Samiec nr 1 byl mlody,inteligentny, niekulawy i podobno dobrze sie zapowiadajacy zawodowo, z pewnymi osiagnieciami na koncie (zawodowym, ale bankowym pewnie tez). Omówilismy roznice kulturowe i wizualne miedzy Serbkami a Albankami, chichotalam jak podlotek, sama siebie uznalabym za ofiare operacji usuniecia mozgu…
Samiec nr 2 zjawil sie sluzbowo u mojego kolegi z pokoju, widzialam go na oczy moze drugi raz, ale wiedzialam kto zacz, i wiedzialam, ze jak na swoj wiek (starszy ode mnie 15 lat) sporo osiagnal, no i w ogole lepiej z madrym zgubic niz z glupim znalezc. Roztaczalam przeto walory intelektualne i osobowosciowe, bo nigdy nie wiadomo kiedy sie okaze, ze wlasnie zostal moim szefem czy cos. Kolega z pokoju raz za razem rzucal zdumione spojrzenia, ze niby od kiedy ja taka zyczliwa ludziom sie zrobilam, a i poziom dowcipu mi gwaltownie wzrosl, o kompetencji nie wspominajac. Ogolnie chodzilo mi o to, zeby pokazac, ze jestem nieglupia, swietna babka, co to konie mozna krasc, a w ogole zlego slowa nie da sie powiedziec.

No i teraz jest pytanie. Ale zanim pytanie, to dla ulatwienia dodam, ze obydwaj panowie po moim wyjsciu, konczac swoje wizyty w naszym zakladzie pracy poprosili o przekazanie mi pozdrowien. No to pytanie: ktory na koniec stwierdzil, ze moja inteligencja robi wrazenie?

Budze sie o 3 w nocy i w myslach licze sprawy, ktore mam do zalatwienia. Ale wstaje, aplikuje sobie tabletke Persenu albo innej Meliski i znow zasypiam.
Spoko, nie nakrecam sie.
W pracy boje sie otworzyc szafe, bo wypadna z niej sprawy, za ktore kiedy bedzie mnie scigal prokurator. Dzis okazalo sie, ze moze bedzie to nawet prokurator krajowy.
Ale spoko, nie nakrecam sie.
Przychodzi szef i mowi, ze jakas baba powiedziala, ze ja cos powiedzialam, i zebym uwazala, bo on wie, ze ja nic zlego, ale baba jest glupia, ale nie moze mi powiedziec ktora. Licze do dziesieciu…
Ale spoko, nie nakrecam sie.
W sklepie typu „skansen PRLu” kolejka po koszyki, nie mozna placic karta, ekspedientka opryskliwa i nie ma jablek, ktore lubie.
Ale spoko, nie nakrecam sie.
Tuz po wejscie do domu telefon z pracy. Czy moge jutro przyjsc pol godziny wczesniej. No pewnie, moge przyjsc godzine wczesniej, wyjsc trzy godziny pozniej, w koncu i tak prawie stamtad nie wychodze.
Ale spoko, nie nakrecam sie, naprawde.
Najaktualniejszy daje mi wyklad tonem „tata przemawia do trzylatka”, ze prosil, zebym nie jadla w lozku, a tu prosze, plamy z kawy, keczupu i czegos tam jeszcze, a przescieradlo zmieniane przedwczoraj. Nawet nie komentuje.
No i oczywiscie nie nakrecam sie.
Idziemy do knajpy wieksza grupa, ktos wybral denny lokal, autentycznie ponizej poziomu ziemi, jest tak beznadziejnie, ze wychodze o 3 prawie jako ostatni gosc. Chyba nie musze dodawac, ze sie nie nakrecam.
Ogolnie nic sie nie dzieje, dzien za dniem, jest mnie coraz mniej, w przyszlym tygodniu ide na USG piersi i do opery na „Traviate”..
Pamietajcie kochani, najwazniejsze to sie nie nakrecac…


  • RSS