ael blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 10.2006

Że weekend, nawet troche przedluzony, spedzilismy w Toruniu i było fajnie, to malo. Że dzis przed 7 rano obudzil mnie telefon od pana z Cypru, i to wcale nie była pomylka *), to drugie malo. Ze dzis pogrzeb sasiada z naprzeciwka, na który pojsc nie moglam – tez malo. Ale ze mnie pol twarzy boli, a tam boli – nie bojmy sie tego slowa – napierdala, to już dosyc. Zaczelo się w czwartek rano, tam jakos za ósemeczka na dole, ale jeszcze nieprzesadnie. Tak sobie pomyslalam, ze to srodowym popcornie czy cos. W piątek urlop, wiec kto by myslal, ze boli, jak tu milion spraw, propozycji i lokali do oblecenia. A sobote zaczelo się robic naprawde niemilo, totez mimo przebywania na goscinnych wystepach udalam się do apteki, sugerujac pani farmaceutce chyba ode mnie mlodszej, ze mam afte, bo nic dojrzec nie moglam. Pani, ze oj tam, po co zaraz Solcoseryl (36 zeta), za gruba rura, może jakas masc ziolowa na poczatek (6 zeta). Ja ze dobra i od razu na przystanku luuuuu pol tubki w okolice tej ósemki. Pomoglo tyle co umarlemu kropidlo, odmowilam spozycia piwa, chociaz było po 3 zeta za pol litra prawdziwej Warki, i spozycia balsamu pomorskiego tez odmowilam, chociaz piwa i pacierza nigdy nie odmawiam. Potem jeszcze dwa Ibuprofeny, chociaz zazwyczaj nic nie biore, ale już tak mnie grzmocilo, ze nia dalam rady nogami ruszac czy cos. I przeszlo. Tylko lepiej nic kwasnego, nic slonego, a najlepiej w ogole nic. Ale za to niedziela, ale za to niedziela… W dzien smarowalam, plukalam, wiec jako tako. A wieczorem… niby ryjek nie opuchniety, ale może? Zaczely mnie bolec wszystkie zeby po tej stronie twarzy, ze szczegolnym uwzglednieniem tych, co to na pewno nic im nie jest, a nawet kosc, ta, no, kosc szczekowa taka. No nic, Ibuprofen. No i rano to samo. Po Ibuprofenie jako tako, ale udalam się jednak do pani stomatolog, co to w zakladzie pracy ma gabinet i mowie, ze chyba afta i nic nie pomaga. A pani, po ogledzinach, ze afta to na pewno nie. No i, mowi do mnie, zapalenie torebki dziąsłowej. Nawet nie wiedzialam, ze mam taka torebke (ja w ogole mam za malo torebek… i butow tez). No i ze plukac szałwią albo woda utleniona czy cos tam. I ze na to się nie umiera. I sru opatrunek z wielkiego gazika. I teraz najlepsze. NIC ZA TO NIE CHCIALA. Friko. No cud.
A tak się musialam komus wyzalic w poniedziałek.

*) proszę uwazac na zamawianie probek jakichs komputerowych na roznych zagranicznych stronach, bo potem ktos o 6.52 – w 14 sekund od obudzenia – może zaczac zmuszac do mowienia po angielsku

APDEJT
Okazalo sie, ze nie rozchodzi sie o torebke dziąsłową, tylko o kieszonke dziąsłową. Ale i tak mam za mało torebek…

Nie pisze. No nie pisze, bo i o czym mam pisac, skoro nie mam fascynujacych dzieci, nie jestem w super fascynujacej ciąży, ani nie mam jeszcze bardziej frapującego męża. Miedzy Bogiem a prawdą to nawet rybek sie pozbylam, chociaz moze i byly odrobine fascynujace… *)
Nie pisze. No nie pisze, bo w zakładzie nic innego nie robie, jak tyko wypuszczam spod palcow swoich okrągłe, spójne i logiczne zdania łamiące ludziom kariery, zabijające nadzieję i odbierające chęć do życia. Ale zawsze są okrągłe, spójne i logiczne,a przede wszystkim oparte na literze prawa. Przeważnie.
Nie pisze. No nie pisze, ale marze, żeby do mojego zakładu wpadli Morozowski z Sekielskim, bo Begerowa i reszta to naprawde amatorszczyzna w porownaniu z kupczeniem, intrygami, manipulacją, socjotechniką i utratą norm etycznych w moim najblizszym otoczeniu.
Nie pisze, ale musze napisac, że nie ogladalam wczoraj meczu. Podobno szkoda. Nie ogladałam, bo obserwowałam na www.livescore.com wymiki pozostałych meczy eliminacyjnych, uprzednio zainwestowawszy odpowiednia gotowke w kupony ( tak, liczba mnoga) STSu **). No i wszystko byłoby dobrze, a nawet lepiej, gdyby naszej druzynie nie zachcialo sie nagle odstawiać Brazylijczykow w bialo-czerwonych koszulkach. Ebi wykopał mi z reki naprawde niezle potencjalne pieniądze…
Nie pisze, i pisac pewnie nie bede, bo w tym miesiace wybieram sie dwukrotnie do opery. najpierw na Dame Pikową, a potem na Czarodziejski Flet ***)
Nie pisze, bo ma faze na „przeto”. „Przeto” jest aktualnie moim ulubionym słowem, tak jak poprzednio „generalnie”. Całe to „przeto” uwazam za nieco afektowane, ale nie moge sie od niego opedzic….przeto używam :]
Nie pisze, bo czytam. Ostatnio 2 tomy przygód siostry Pelagii spod pióra Borysa Akunina, ostatnią ksiązkę Wołoszańskiego („Operacja Talos”), a w kolejce mam kilka jeszcze ciekawszych pozycji.
Nie pisze, bo oganiam sie od jesiennego przygnebienia, wkurzenia zimnem, brakiem satysfakcjonujacej garderoby, brakiem paru innych satysfakcjonujących rzeczy, ze szczegolnym uwzglednieniem deficytu czarnych butów.
A ogolnie jest fantastycznie :)

*) pozbyłam się = oddałam rodzicom i teraz oni się cieszą
**) taka firma bukmacherska, zakłady sportowe, te sprawy…
***) Aktualny stwierdził, że „czarodziejski flet już ma”, ale pójdzie…


  • RSS