ael blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 4.2006

Replay

9 komentarzy

Byłam ci ja wczoraj na babskiej wyprawie shoppingowej w pobliskiej swiatyni konsumpcjonzimu, czyli Arkadii. Akcja zorganozowana ad hoc, zawszeć to jednak akcja.*)
No i musze przyznac, ze zawsze wiedzialam, ze jestem troche inna niz wiekszosc ludzi, ale wczoraj przekonalam sie ponad wszelka watpliwosc, ze czegos mi jednak brak (chyba piatej klepki, hehe)…

Otoż M. i G. w kazdym sklepie znalazly cos wartego przymierzenia i opuscily Arkadie z torbami pelnymi ubran, ja natomiast znalazlam w calym centrum handlowym (no dobra, niektore sklepy omijalysmy) jedna, powtarzam: J-E-D-N-Ą rzecz, warta przymierzenia, ktora ostatecznie okazala sie za duza/za mala (obie wersje sa prawdziwe). Gwoli sprawiedliwosci dodam, ze dwie rzeczy do przymierzenia znalazla mi M., ale tez sie nie nadawaly do zakupu…

Przyznaje, ze kiedys nie kupowalam ubran ze zwyklego skapstwa, ale te czasy minely i jestem w stanie wydac niezla kase na cos, w czym wygladam naprawde dobrze. No i, do diabla, w calej Arkadii nie ma czegos takiego. A w kazdym razie ja uwazam, ze nie ma… Czyli chyba jednak piatej klepki mi brak, bo co to za baba co po kilkugodzinnym szwendaniu sie po centrum handlowym trzyma w łapce balsam do ust Tisane za zlotych calych 7.

A tak poza tym to zapętliłam sie w Mary J. Blidge feat. U2 „One”…

*) Tak sie pisze tuz po lekturze „Kysia” Tatiany Tołstoj – ostrzegam :]

W zwiazku z faktem, ze zawodowo zajmuje sie ni mniej ni wiecej tylko pisaniem, to prywatnie i amatorsko pisac chce mi sie jakby mniej…

W Trojmiesice bylo zasadniczo fajnie, bo relaks, bo luz, bo spacery, bo nowe miejsca, bo gofry na Monciaku, bo muszelki na plazy, bo atmosfera Dlugiego Targu, bo oceanarium w Gdyni, bo spokoj i usmiech… I tylko po powrocie czlowiek sobie uswiadamia „jaka piekna jest Warszawa, ile ulic, ile ludzi, ile dumy i radosci w sercach nam stolica budzi”… Śmieszny ten Gdańsk, taki… niski :DDDDD

W pracy awans i podwyzka i umowa na czas nieokreslony i coraz wiecej wrogow w zwiazku z tym… Przypomina sie modlitwa Polakow z „Dnia świra”… Częsciowo im sie sprawdzilo – u mojego brata przypadkowy rezonans magnetyczny wykryl torbiel pajęczynówki… Cokolwiek to jest brzmi ch…owo.
A z drugiej strony mój szef dziwiacy sie , ze przychodze do pracy tak pozno i wychodze tak wczesnie (pracuje od 8.15 do 16.15, totez przychodze tuz przed 8.15. a wychodze tuz po 16.15, chyba, ze musze przyjsc wczesniej albo zostac dluzej)…

Nie mam czasu isc do manicurzystki, nie mam czasu isc na spotkanie z przyjaciolka, nie mam czasu isc do sklepu po nowe buty, chociaz mam kase…. Nie mam czasu i nie mam mocy…

Wladowalam kupe kasy w te studia podyplomowe, a teraz sie zastanawiam czy uda mi sie zdac egzamin koncowy…

I tylko piekne czarne oczy nadaja egzystencji milion barw :)


  • RSS