ael blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 2.2006

Dziś nie moge zrozumiec tego, ze jeszcze we wrzesniu uznalam za fantastyczny pomysl, zeby zapisac sie na studia podyplomowe i na angielski dwa razy w tygodniu… Nie tylko uznalam to za fantastyczny pomysl, ale po prostu to zrobilam…
Kiedy przypomne sobie, ze za jeszcze lepszy pomysl uznalam zakup karnetu do Gymnasionu celem chodzenia tam ze trzy razy w tygodniu, to robi mi sie slabo… I czuje sie w obowiązku podziękować Opatrzności (tudzież innym bytom), ze jednak tego nie zrobilam…

Odnosze wrazenie, ze zawodowo zajmuje sie padaniem na twarz ze zmeczenia i „niemaniem” czasu na cokolwiek…
Ogromnym przedsiewzieciem logistycznym wydaje mi sie pojscie do kosmetyczki, na solarium (10 minut, glupie 10 minut!!!) albo do szewca… Marze o weekendzie spedzonym na leniuchowaniu.

Najlepsze jest to, ze w ramach ograniczania pracoholizmu nie przesiaduje juz w pracy po kilkanascie godzin – i dalej nie mam czasu!

Moze to zmeczenie zimą, moze zmeczenie Warszawą, a moze to juz czas na urlop…???

PS. …no bo chyba nie chodzi o urlop macierzyński? :>

Dziś w robocie dostałam służbowego notebooka (ciekawe co i komu musze obiecac, zeby dostac sluzbowa komorke i samochod..? i nie pytajcie po co mi sluzbowa komorka i samochod, skoro tych prywatnych prawie nie uzywam…), objadlam sie kawioru, łososia i truskawek, popilam szampanem, pofatygowalam sie na angielski, za ktory placi firma, zostalam przewieziona fajna fura (niebieska), potem zupelnie prywatny Aktualny Kandydat umyl mi plecki w wannie, teraz leze w lozku, popijam cieple kakao, pisze notke (jego notebook tez jest fajny), czytam blogi, a na mysl o tym, co mnie za chwile czeka przechodza mnie mile dreszcze :]]]]

I czego mi jeszcze trzeba do szczescia????

Odrobiny odwagi i mniej dobrego wychowania, zebym w koncu opieprzyla nasza nowa sekretarke i przestala sie przejmowac tym, ze mnie strofuje…

W Warszawie mieszkam od roku 2000. Wczesniej mieszkalam w innych miejscach, ale pamietam zawsze o tym, ze urodzilam sie i wychowalam w malej, kilkunastotysiecznej miejscowosci – i to jest moja mala ojczyzna. I niewazne, ze ta miejscowosc ma prawa miejskie od 1426 roku – ja i tak nie jestem „z miasta”. Co prawda nie mieszkalam nigdy na wsi, ale wies wciaz mieszka we mnie. Mieszka, bo moi rodzice jednak urodzili sie na wsi, pochodza z chlopskich rodzin, takich kargulowo-pawlakowych, gdzie piędź ziemi najwazniejsza…

Mam w sobie taka chlopska zawzietosc. Jak sobie obiecam, ze przepompuje zakwasy, to przepompuje, zeby nie wiem jak bolalo… Jak kogos nie lubie, to bodajby nas smierc rozlaczyla – dalej go nie lubie…

I mam w sobie chlopska gospodarnosc: musze miec zaskorniaki na czarna godzine, nie uznaje wyrzucania jedzenia, uwazam, ze oszczednoscia i praca ludzie sie bogaca… Nie rozumiem, jak mozna czekac na wyplate z zerowym stanem konta, bo mam mentalnosc niczym chlop malorolny, co to musi ciagle oszczedzac, bo nie wiadomo jaki bedzie w przyszlym roku urodzaj…

I mam tez chlopska nieufnosc, podejrzliwosc, i chlopska logike tez czasem mam ;]

i Tylko doplat z Unii dla rolnikow nie mam ;-)

A te notke dedykuje anonimowego komentatorowi, ktory ciagle wyzywa mnie od wiesniakow – skoro sama sie do tego przyznaje to moze juz czas zajac sie czyms konstruktywnym…?

Bożesztymój!!! Udało mi się przekonać jednego faceta, że koniecznie, ale to koniecznie potrzebuję pierścionka przedzaDręczynowego ;] Teraz chodze wymachując lewą dłonią, gapie sie na niego jak idiotka i zastanawiam czy z taką siłą perswazji nie powinnam zostać zawodowym negocjatorem!!!?

pierscionek.jpg

Wiem, mam krzywe palce, ale nakrętka fajna ;-)


  • RSS