ael blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 12.2005

Jezeli chodzi o prezenty to sprawa w moim przypadku ksztaltuje sie wyjatkowo niekorzystnie. No bo najpierw jakis drobiazg na Mikolajki, potem cos wiekszego na Boze Narodzenie, jeszcze sie po swietach czlowiek nie otrzasnie, a tu moje urodziny i kilka dni potem imieniny. Jezeli jakis zyczliwy chce jeszcze mi cos oferowac na Walentynki, to nie zdziwie sie, jesli totalnie zignoruje Dzien Kobiet, no bo ilez mozna miec pomyslów na prezenty…A potem nadchodzi ta wieksza czesc roku, kiedy nic nie dostaje i musze czekac do grudnia…

A ja naprawde jestem bardzo wdziecznym prezentobiorca… Wiadomo, ze uciesze sie z kazdego zelu pod prysznic czy cienia do powiek, balsamy kolekcjonuje w ilosciach hurtowych, uraduje mnie kazdy glupi reczniczek do kolekcji albo gadzet do kuchni. Jak juz sie totalnie nie wie co mi dac to mozna kupic mi jakakolwiek ksiazke (nawet za kucharska sie nie obraze, wrecz przeciwnie!) i jasnym jest, ze uznam ja za dos-ko-na-ly podarunek…

O ile jeszcze jakos radze sobie z prezentami dla kobiet, to absolutnie i to-tal-nie nie wiem co kupowac mezczyznom. I tym sposobem dochodzimy do clou: jesli do jutra popoludniu nie wpadne na lepszy pomysl, to zaczne sie zastanawiac nad zakupem dla Pewnego Waznego Mezczyzny PlayStation Portable, i niewazne, ze kosztuje jakas czterocyfrowa liczbe (dziekujemy mojemu pracodawcy za premie swiateczna), a Pewien Wazny Mezczyzna twierdzi, ze tak naprawde jest juz za dorosly na PlayStation, nawet Portable, i tak tylko sobie o tym gada caly czas, caly czas, caly czas…

Spokojnych Świat Panstwu zycze :]

Siedze sobie w swoim malym, cieplym pokoju…
popijam herbate i jem mandarynki…
slucham radia …
mam dobra ksiazke do czytania…
mam tez wlasnorecznie zrobiony przed chwila french manicure :-)
ciesze sie, ze ide jutro do pracy, bo dzieja sie tam ciekawe rzeczy…
nie moge sie doczekac swiat…
spogladam w lustro i jestem zadowolona z tego, co widze…
i usmiecham sie do swego odbicia…
obok spokojnie spi pewien mezczyna, ktory uwaza, ze jestem jego aniolem…
mam swiety spokoj…

taaaak…

ciekawe kiedy to sie wszystko spie…oli???

Obserwowalam kobiety w metrze.

Jedna grupa bardzo rzuca sie w oczy: te z poszarzalymi twarzami, bez odrobiny makijazu, z wlosami w naturalnym kolorze, w rozdeptanych butach i spodniach powypychanych na kolanach, w idealnie burych i nijakich kurteczkach, z niepomalowanymi paznokciami, i w ogole „jakiego mnie Panie Boze stworzyles, takiego mnie masz”…
Sa w roznym wieku, od bardzo mlodych do bardzo starych, maja rozny status spoleczny i majatkowy, ale zawsze laczy je jedno: obraczka na serdecznym palcu.

Nie rozumiem co sprawia, ze mloda, calkiem ladna kobieta zaczyna sie upodabniac do wlasnej matki i nie czuje potrzeby, zeby pojsc do fryzjera, manicurzystki czy kosmatyczki, dbac o siebie, albo chociaz atrakcyjnie sie ubrac… Zaczynam myslec, ze ci wszyscy „zyczliwi” zycza mi malzenstwa wlasnie po to, zebym zaczela tak wygladac i przestala sie usmiechac…

Nigdy nie chce byc szara…

PS. oh yes, z pewnych wzgledow moja fobia malzenska przybiera na sile :-)


  • RSS