ael blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 9.2005

Nie wiem czym sie interesuja wspolczesni mezczyzni, ale jakos coraz trudniej mi spotkac takich co sie interesuja sportem. Oczywiscie biernie, bo takich co uprawiaja snowboarding, judo, alpinizm albo na silownie co dwa dni lataja to na peczki jest… A ja to bym chciala sobie pogadac z takim, co wie ile razy Richard Virenque zdobyl koszulke najlepszego „górala” w Tour de France i ze Goran Ivanisevic jest tenisista leworecznym.
Najfajniej jest kiedy samce gadaja o sporcie i wlaczam sie do dyskusji i probuja sobie dowcipkowac. Najfajniej, bo potem im spektakularnie rura mieknie :-)

Na szczescie moi kumple z pracy nie tylko doceniaja, ze potrafie odroznic poziom Steaua`y Bukareszt od Rapidu Bukareszt czy Dynama Bukareszt() o pilke nozna chodzi), ale rowniez przychodza na konsulatacje w zakresie obstawiania w STSie (zaklady sportowe). No i dzisiaj w calosci typowalam zaklady jesli chodzi o puchar UEFA. Zasadniczo nie wierze, ze pieniadze mozna zdobyc w inny sposob niz praca, totez nie gram w Lotto ani inne takie, ale… no 2 złote postawiłam. Inni na to co wytypowalam postawili znacznie wiecej.
I jezeli w przeciagu najblizszych 12 minut Feyenoord nie strzeli Rapidowi Bukareszt 2 bramek, to nie mam co sie jutro pokazywac w pracy…

Ot, kariera bukmachera ;-)

Oczywiscie kiedy wszyscy ludzie bawia sie na koncercie Stinga, lataja po Akropolu, zwiedzaja kolejne knajpy albo w ogole ŻYJĄ, ja zajmuje sie lezeniem w lożku i zastanawianiem dlaczego nie umarlam wczoraj… Niniejszym sezon bycia chorym i zasmarkanym na amen uwazam za otwarty…
A zaległości zamierzam nadrobic niezwlocznie…

Ponadto spiesze doniesc, ze po obejrzeniu wywiadu na TVN Style zaczynam uwielbiac Renate Dancewicz. Ma kobieta to cos, co ja tez mam, a wielu mezczyzn powinno… Rozmemlanym kobieciatkom obydwu plci i politycznie poprawnym hipokrytom mowimy zdecydowane SIO!

Ze wzgledu na chorobe nie uczestniczylam w wyborach i bardzo sie z tego powodu czuje skacowana obywatelsko. Znowu mam niszowe poglady polityczne, przede mna 4 lata rzadow oszolomow i w ogole KACZORY DO NORY!!! A moglo byc jeszcze gorzej!

A pol godziny na fotelu mojej kosmetyczki rozczululo mnie bardziej niz
los nieszczesnego Romana (podobno z Tych), ktory we wszystkich serwisach internetowych jest opisywany jako „niepewny”…

A Mama zapytala mnie ostatnio czy zdaje sobie sprawe, ze moja mlodosc i uroda kiedys przemina…? a kolezanka z pracy zapytala czy bede sobie potrafila poradzic w tym srodowisku kiedy ktoregos dnia moja uroda zostanie przycmiona przez jakas mlodsza laske…
I ja mam tylko jedno pytanie: JAKA, K…VA, URODA???

Jakos tak wyszlo, ze sie nie odchudzam. Normalnie jem wszystko co mi sie pod reke nawinie i na wszelki wypadek unikam wchodzenia na wage. No i oczywiscie mam w zwiazku z tym takie pelne piersi, okragla pupke i uda marki „Matka Polka”…

I nie dosc, ze nie jest mi przykro z tego powodu, to jeszcze mi sie to calkiem podoba… No po prostu podobam sie sobie taka, jaka jestem…

Czyli:
- albo doroslam (nieeee, tylko nie to!!!)
- albo zglupialam
- albo, o moj Boże, jestem już ZUPEŁNIE ślepa!!!

No dobra, moze i jestem patentowana kretynka. Ale zyciowa, a nie biznesowa. Ekhm, pomijajac oczywiscie kwestie zakupu samochodu, z ktorego wlasciwie nie korzystam, i jeszcze doinwestowanie go instalacja gazowa…
Ale facet ze szkoly jezykowej potraktowal mnie jakbym sie wczoraj urodzila. Co prawda wygladalam jakbym miala za chwile umrzec (no niestety poprzedniego dnia udowadnialam kolejnej osobie, ze mozna ze mna konie krasc… misja zostala uwienczona sukcesem, z tym ze caly wieczor pamietam dosc fragmentarycznie), ale to jeszcze nie powod, zeby wciskac mi kiepskie marketingowe kawalki i dziwic sie, ze tego nie lykam… Troche go zdyscyplinowalo moje zjadliwe „przepraszam, czy ja pana irytuje?”… Moze faktycznie bylam zbyt analityczna… Moze faktycznie jestem zbyt konkretna…A szkoly jezykowej musze szkac dalej…

A przy okazji poszukiwania ostatniej umowy z UPC (zebym wiedziala co konkretnie moge analizowac w kontaktach z ich BOKiem) znalazlam zapomniane puzzle. 1500 kawalkow. Aktualnie zajmuje sie oddzielaniem nieba od trawy. Bardzo relaksujace zajecie… I wciagajace… Umowy oczywiscie nie znalazlam :]

I jeszcze mysle sobie, ze jesli sa ludzie, ktorzy bedac kilkaset kilometrow ode mnie troszcza sie o moje spadki nastroju i czuja potrzebe zajecia sie tym, to warto zyc… Nic mnie tak nie rozbraja jak bezinteresowna zyczliwosc. Tylko dlaczego to sa przewaznie mezczyzni?

A dzis o 7 rano zafundowalam sobie taka dawke adrenaliny, z bedzie mnie nosilo przez kolejny tydzien… Moze ja tylko udaje, ze lubie swiety spokoj…?

Jako ze ukulturalnialam sie przed weekendem („Miasto gniewu” i „Wyspa” – w sumie polecam obydwa filmy), w weekend postanowilam pobyc kapłanką domowego ogniska. Wprawdzie moje domowe ognisko przejsciowo pozostaje jednoosobowe, ale i tak uchetałam sie jak gęś wyścigowa…

Przez caly weekend niemal nieustannie:
- prałam
- suszyłam
- prasowalam
- zmywalam
- odkurzalam
- robilam zakupy
- scieralam
- podlewalam
- czyscilam
i
[UWAGA!!! ACHTUNG!!! ATTENTION!!! WNIMANIJE!!!]
- gotowalam (tylko dla siebie)- co dobitnie swiadczy o tym, ze juz mi zupelnie odwaliło…

No i przy okazji ktorejs kolejnej w trakcie weekendu poltoragodzinnej telefonicznej pogadanki z Curio, ktora przejsciowo zajmowala sie analogicznymi zajeciami, doszlysmy do rewolucyjnych wnioskow, ze potrzebujemy do swoich apartamentów tzw. „pani do sprzatania”… A ponadto pani do prania, pani do prasowania, pani do gotowania, pani do zmywania, pani do podawania pilota, itd…

Zdaje sie, ze mezczyzni w momencie takiej konkluzji zaczynaja sie rozgladac za żoną…

A zatem: WIFE WANTED – DEAD OR ALIVE (aczkolwiek wolałabym żywą)


  • RSS