Kiedy ja i moj brat bylismy malymi dziecmi, zylismy sobie w poczuciu bezpieczenstwa stwarzanym przez (nad)opiekunczych rodzicow. Owo poczucie bezpieczenstwa bylo naruszane jednak kilka razy do roku.
Otoz kiedy rodzice wracali z jakiejs imprezy typu imieniny cioci, tata wkraczal do naszego pokoju i, jako ze byl w wysmienitym humorze, wyglaszal swoj ulubiony zart.
- Mam dla was niespodzianke: za kilka miesiecy bedziecie miec braciszka albo siostrzyczke!
Wtedy oczyma dzieciecej wyobrazni widzielismy, jak nasz maly stabilny swiatek staje do gory nogami, i jak nasze rodzinne szczecie lega w gruzach.
Na szczecie zaraz do akcji wkraczala mama i uswuadamiala nam, ze tato tylko zartuje w ten (glupawy) sposob. Jezeli nie wkraczala dostatecznie szybko, przywolywalismy ja dzieciecym wrzaskiem: „mamo, ale powiedz, ze to nieprawdaaaaaa!”

A przypomnialo mi sie to w kontekscie faktu, ze koledze mojego brata urodzil sie malutki braciszek. Zarowno moj brat, jak i jego kolega maja po 21 lat.
Po krotkim omowieniu tego faktu stwierdzilismy, ze jesli rodzice maja taka wole, to prosze bradzo, teraz juz nie bedziemy wrzeszczec; „mamo, ale powiedz, ze to nieprawdaaaaa!”