ael blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 5.2004

Zgodnie z opinia, ze jestem bardzo uporzadkowana osoba, pisze bardzo uporzadkowana notke:

- kupilam sobie nowy fajny biustonosz. A nawet dwa! To jest bardzo wazna nowina, bo zakup tej czesci garderoby zawsze jest dla mnie stresogenna czynnoscia. Tym razem sie udalo i moj biust wyglada na tyle dobrze, ze na mysl przychodzi mi start w zawodach balonowych…

- z okazji Dnia Matki kupilam mamie koc. Nie ukrywam, ze postanowilam jej tym zamknac usta, bo nudzi mi o tym kocu juz z rok, i nie daje sobie wybic go z glowy innymi prezentami (suszarka do wlosow, tusze do rzes, perfumy, garderoba roznorodna)… Totez nabylam w koncu koc wielki niczym boisko pilkarskie, ale, dla zmyly, we wzorek przypominajacy skore tygrysa czy innego gIIIIIIIeparda… nie ukrywajmy, ze jest to ulubiony desen mojej rodzicielki…
wypada przy okazji odnotowac fakt, ze ja z okazji Dnia Matki nic nie dostalam, i nie wydaje mi sie, ze to, iz nie posiadam dzieci jest wystarczajaco dobrym usprawiedliwieniem… ale moze miec z tym cos wspolnego…

- po moim osiedlu od kilku dni petaja sie kominiarze. Mniejsza o to, ze zajmuja sie wygrzebywaniem golebiego guana z przewodow wentylacyjnych. Istonte jest to, ze ja tez walesam sie po osiedlu, siejac poploch wsrod osobnikow przesadnych, trzymajacych sie za guziki…heheheh… (wiadomo, kobieta w okularach przynosi nieszczescie)

- dzis widzialam fajna vlepke w „autobasie”: bylo na niej zdjecie mlodego Lucjana Brychczego i podpis „Lucjan Brychczy – pol wieku z Legia”… czyzby nawet durni szalikowcy mieli w sobie odrobine romantyzmu…? Co ciekawe, jak ja wracam z pracy, a oni z meczu, to policja eskortuje ich autobus, a nie moj… co za niedopatrzenie ;P

- od poniedzialku robie za pielegniareczke… ale malo perwersyjna, bo pielegnuje mojego brata (w zasadzie niancze i pielegnuje, ale niancze go od 21 lat, wiec w sumie nic nowego)… zalatwiam lekarzy, latam do apteki, podsuwam pod nos ananasy i soczki… i zdaje relacje Matce Naszej Barbarze, ktora wszystkie moje wysilki uznaje za niewystarczajace i straszy swoja inspekcja… ech, life…

W moim zyciu jest juz jakos tak, ze od czasu do czasu potrzebuje wziac billing, czyli szczegolowe zestawienie polaczen telefonicznych.
Chronologicznie uklada sie to mniej wiecej tak:

marzec 2003 – AELka pedzi piechota do Biura Obslugi Klienta, polozonego na pobliskiej ulicy F.; czeka troche w kolejce i od reki dostaje cieplutki wydruk z drukarki

czerwiec 2003 – AELka po powzieciu informacji o likwidacji BOK na ul.F. jedzie zatloczonym autobusem do sasiedniej dzielnicy, do Biura Obslugi Klienta na ul. P; czeka w duzej kolejce, ale dostaje do lapki pozadany wydruk; AELka robi sie zla

listopad 2003 – AELka pocalowawszy klamke w BOK przy ul.P. wobec likwidacji rzeczonego biura dzwoni do swojej ulubionej Blekitnej Linii i zamawia billing, ktory otrzymuje juz po kilku tygodniach czekania; AELka robi sie wsciekla

marzec 2004 – AELka dzwoni do Blekitej Linii, gdzie dowiaduje sie, ze aby otrzymac billing musi napisac prosbe do jakiegos centralnego biura Tepsy mieszczacego sie przy ul. N; AELka pisze pismo, drukuje na swojej drukarce, wklada do swojej koperty, przykleja zakupiony znaczek, idzie na poczte, wrzuca do skrzynki i czeka… czeka… czeka…i robi sie coraz bardziej wsciekla…

kwiecien 2004 – AELka znow dzwoi do Blekitnej Linii i bardzo chce sie przedstawic jako Cezary Banasinski (prezes Urzedu Ochrony Kokurencji i Konsumetow), ale nie robi tego, bo wie, ze pani na Blekitnej Linii zachowuje sie jakby byla na prochach uspokajajacych, wiec i tak nic nie zrozumie…AELka usiluje sie dowiedziec o szanse uzyskania pozadanego billingu… pani slodkim glosem pyta czy AELka wyslala prosbe listem poleconym… AELke trafia szlag!

maj 2004 – billingi dochodza juz po 2 miesiacach… szczescie nie zna granic…nie trzeba bylo rozkladac czerwonego dywanu od siedziby Tepsy do skromnych progow natretnej abonentki AELki…

Tylko dlaczego AELka robi sie coraz bardziej vqrviona??????????

Miejsce akcji: chodnik pod blokiem i parter klatki schodowej
Czas akcji: piatkowe popoludnie
Osoby:
JA – autorka ael.blog.pl
KOLES – wysoki, niebieskooki blondyn, ciekawie ubrany, sympatyczny wyglad, na oko moj rowiesnik

JA zblizam się do wejscia do swojego bloku, KOLES stoi przed klatka i gapi się na mnie.

KOLES: przepraszam, pod jakim numerem pani mieszka?
JA: yyyyyyyyyyyyy, no niekoniecznie jest to informacja, która chce panu udzielic…
K: bo ja mam do pani sprawe…yyyy…taka nietypowa…yyyy..osobista!
J:?????????????????????????ale o co chodzi????????????
K:bo ja tu nie mieszkam, ale często tu bywam u znajomych i często pania widze…
J:yhy?
K:[niepewnym glosem] i chcialem powiedziec….ze bardzo mi się pani podoba…i spytac czy umowi się pani ze mna na kawe… albo chociaz czy przyjmie pani ode mnie kwiaty…
J: ALE JA?????????????????
K; tak, pani
J: ale pan cos sprzedaje???
K: nie, chce pani dac kwiaty
J[z glupkowata mina]:ale pan mi chce cos sprzedac, tak?
K: nie, chce się z pania umowic, bo mi się pani podoba
J: ale tak naprawde to o co chodzi?
K: ja wiem, ze to strasznie glupia sytuacja, i jest mi bardzo niezrecznie, ale skoro już się zdecydowalem, to się przedstawie:Pawel Sz….wski, czy mogę pani dac kwiaty?

POZOSTALA CZESC SCENY OCENZUROWANO

…w kazdym razie dal sobie jakos wytlumaczyc, ze mój Aktualny nie będzie zachwycony jak z nim pojde na kawe… dal tez sobie jakos wytlumaczyc, ze nie dam ani numeru telefonu, ani adresu…

… ale jak tak dalej pojdzie, to naprawde ciezko będzie zostac stara panna!

Przedwczoraj po wielodniowej mece udalo mi sie skonczyc butelke renskiego wina zakupionego na okazje integracji (z UE). W zasadzie nie pamietam kiedy ostatnio pilam piwo, wodke albo w ogole cos innego niz wino. A maksymalna dawka wina to 2 kieliszki, wiecej jakos nie chce wejsc…
Dobra nowina jest taka, ze wreszcie mam wolne miejsce w lodowce.
Zła nowina jest taka, ze mam minimalne szanse na popadniecie w alkoholizm…

Moja rodzinna miejscowosc przezywa najazd dziennikarzy. Tym razem nie chodzi o policje, tylko o to, ze burmistrz lamie ustawe antykorupcyjna (GW), rolnicy blokuja droge w zwiazku z planami likwidacji cukrowni (TVP2), a wicestarosta z Samoobrony podobno bierze lapowki za zalatwianie stanowisk i nie zalatwia (jakby zalatwial pewnie nic by sie nie wydalo – Polsat).
Dobra nowina jest taka, ze dobrze, ze sie jednak wydalo, a poza tym to ja juz tam od dawna nie mieszkam.
Zla nowina jest taka, ze te zjawiska maja miejsce,a poza tym to ja nigdy nie powiem, ze jestem z Wawy, tylko zawsze, ze jestem z S.

Trwa moj festiwal kulinarny. Z wlasnej nieprzymuszonej woli usmazylam placuszki z dzemem i ugotowalam zupe pomidorowa.
Dobra nowina jest taka, ze mam co jesc i nawet czestuje brata, a perspektywy smierci glodowej oddalaja sie.
Zla nowina jest taka, ze skoro zaczynaja mnie bawic zajecia kury domowej, to nie mozna wykluczyc, ze niedlugo wlaczy mi sie chec posiadania meza i dzieci, i spedzania zycia na dogadzaniu im, a tego bym, do diabla, bardzo nie chciala.

Dzis przychodza ludzie z firmy jakiejs tam, zeby spisac odczyty z podzielnikow od ciepla.
Dobra nowina jest taka, ze mam mniejsze zuzycie niz w zeszlym roku, co pozwala mi marzyc o nadplacie i zwrocie gotoweczki przez spoldzielnie.
Zła nowina zas jest taka, ze odczuwam nieprzyjemny dreszczyk emocji, ze bede miala gigantyczna niedoplate, i wkurza mnie, ze nawet takie sprawy mnie stresuja.

Chce, zeby juz przyszlo lato! A zla nowina jest taka, ze podobno w tym roku lato ma byc zimne…

Z kronikarskiego obowiazku: slucham Smolika, czytam „Cząstki elementarne” Michela Houellebecq`a.

Przyszla wiosna (tak, ten blog jest wolny od trywialnych spostrzezen) i wymogla zmiany. Spowodowala tez fakt, ze wiedziona checia upodobnienia sie do Miss Wenezuela skorzystalam z super nowoczesnego solarium z nawilzaniem bryza morska, co z kolei spowodowalo, ze upodobnilam sie do Miss Plemienia Siouxów…
Wiosna wymogla na mnie zakup cudownych snieznobialych spodni lnianych, ktore snily mi sie po nocach od kilku tygodni. Spodnie sa sliczne i maja to do siebie, ze najlepiej nakladac pod nie stringi (tak, mam obsesje na punkcie majtek)… Nie trudno sie domyslic, ze paraduje aktualnie po miescie z kuperkiem okrytym jedynie cieniutka warstewka materialu, i niedlugo pewnie uslysze jakies niewybredne komentarze, ktore sprawia, ze nie zaloze tych spodni nigdy wiecej…
Dla rownowagi nabylam tez dzis „Sto lat samotnosci” Marqueza, i pisze o tym glosno i wyraznie, zas fakt nabycie kremu nawilzajacego z serii Kuracja Dotleniajaca przemilcze, jako malo obrazujacy moja osobowosc (jakze, hehe *), zlozona)…
W ogole teraz wszystkie sklepy jakos kusza roznymi promocjami na kosmetyki, a ja czesciowo temu ulegam, i potem musze glosno i wyraznie pisac o nabyciu jednej ksiazki,a przemilczywac fakt nabycia baterii kosmetykow (jakze istotnych dla podkreslenia mojego niewatpliwego, hehe *), uroku)…

Dlugi weekend spedzilam w pracy, jedynie swiateczny poniedzialek udalo mi sie zagospodarowac na hasanie po calej Warszawie, tj. na trasie Łazienki (gofry z bita smietana i wata cukrowa)-Sejm – Plac 3 + – Nowy Swiat – Krakowskie Przedmiescie – Plac Zamkowy (bar salatkowy w Pizza Hut, i wiem, ze w trzy dni wczesniej sympatyzowalam z alterglobalistami)…

Ogolnie jest jako tako, a najlepsze jest to, ze w przyszly weekend (to znaczy ten przyszlejszy) przyjezdza Mamusia, i to dopiero bedzie ciekawe :P

*) a ten znaczek oznacze, ze „hehe” jest mocno ironiczne, a wlasciwie bardzo autoironiczne


  • RSS