ael blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 4.2004

Witam Panstwa ze stolicy, miasta policyjnego, w którym strach lodowke otworzyc, bo wyskoczy policjant w seledynowym kubraczku, a najpewniej cala kolumna radiowozow na sygnale. Relacje z frontu zmagan z rzeczywistoscia nadaje AELka:

- mimo faktu, ze aktualnie w Warszawie „na jednego mieszkanca jeden szeryf przypada” nie przeszkodzilo to milemu zlodziejowi skroic Endrona z komorki… zwazywszy na fakt, ze siostra ostatnio popsula mu modem z Chello, to chlopak jest w plecy jakies 1500 zeta…

- w pracy trwa Festiwal Bezinteresownego Sk…synstwa, czyli nic nowego pod sloncem…jeśli te notke czyta moja szefowa (wiem, ze to czytasz), to masz tu kilka slow specjalnie do Ciebie: „Kacha, nie daj się im!!! Jestesmy z Toba!!!”

- wczoraj zrobilam dokladnie to, co robie zazwyczaj w stanie maksymalnego stresu, czyli posprzatalam dokladnie cala kuchnie… wlacznie z myciem lodowki, kafelkow, paneli i wszystkich innych sprzetow AGD…jak tak dalej pojdzie, to umyje okna w calym bloku od parteru po X pietro… no po prostu wlacza mi się opcja „sprzataczka”…

- znam już dwie osoby, które wybieraja się obfotografowywac alterglobalistow…jeśli ja znam dwie osoby, to podejrzewam, ze laczna liczba fotografow przekroczy liczbe manifestantow, bo ze policjantow będzie wiecej to nie mam watpliwosci…

- podczas ostatniej wizyty u rodzicow mama zaaproponowala mi, ze kupi jakis material i zafunduje mi uszycie przez moja krawcowa nowego kostiumu… mialam tylko wybrac rodzaj materialu i fason… i, szczerze mowiac, jakos nie bylam zainteresowana… niewykluczone, ze jestem uposledzona …

- na zdjeciach z imprezy u Gogenzoli wyszlam jak zombie tudziez Masza ze Stadionu (hmmmmmm, Stadion pojawia się już w kolejnej notce.. czy ja ma jakas obsesje?) wciąż ludze się, ze tak naprawde jestem duzo ladniejsza, tylko po prostu kamera mnie nie kocha… i niech mnie nikt nie wyprowadza z bledu…

Z frontu zmagan z rzeczywistoscia dla bloga AELki relacje nadawala AELka :-)

…jak pewnego wczesnego wieczoru ubieglego lata wsiadlam do autobusu majacego mnie zawiezc do rodzinej miejscowosci.(W tym momemcie goraco nie polecam tzw.Dworca Stadion w Wawie)
Zajelam miejsce przy oknie i czekajac na odjazd obserwowalam wspolpasazerow. W pewnym momencie do autobusu wsiadl mlodzieniec przecudnej urody (Achtung, attention, wnimanje, attenzione!!!) Kupil bilet i… usiadl przy mnie!!! Z calego autobusu wybral mnie!!! Co za fantastyczny wybor!
Zalozyl na uszy sluchawki od walkmana, zamknal oczy i moglam sie na niego bezkarnie gapic… Taaak, to byl moj typ: powyzej 80 kg,lat okolo 27, starannie ostrzyzony, opalony, ubrany troche jak Brad Pitt w „Thelma i Louise”, tzn. luzacko, dosc inteligentny wyraz twarzy, choc nie przesadnie, zaden tam intelektualista (no ale przeciez wcale nie chcialam z nim dyskutowac o nowinkach fizyki jadrowej ani o sytuacji na Bliskim Wschodzie!). Po jakims czasie zagadnal mnie i zaczelismy sobie gadac milo i niezobowiazujaco :-) Oczywiscie wysilalam ile wlezie, zeby zrobic na nim piorunujace wrazenie, zarowno pod wzgledem mojem niewatpliwej (hehehe) urody, jak i intelektu. Wpatrywal sie we mnie jak w obraz. Robilam rozne cuda-wianki i w ogole, wykazalam sie gruntowna znajomoscia muzyki, ktorej sluchal (Hanny Banaszak sluchal, Anny Jantar i Haliny Frąckowiak) i ogolnym czarem osobistym, podkreslanym promiennym usmiechem. A ten kretyn w pewnym momencie spytal mnie czy nie wiem gdzie jest jakas tam miejscowoac, bo on tam musi wysiasc. No to wysiadl. Dojechalam do domu z przekonaniem, ze zrobilam na nim gigantyczne wrazenie, i ze pewnie teraz dziekuje Bogu za to, ze mogl mnie poznac, a o numer telefonu nie poprosil tylko z niesmialosci…

Weszlam do lazienki, zeby umyc rece po podrozy. Spojrzalam w lustro.

Na calym policzku mialam artystyczna, czarna, gruba rozmazana kreche od samego oka az po zuchwe.

Bardzo chialabym napisac, ze swieta byly standardowe i nudne, ale niestety nie byly… W Wielki Piatek zmarla moja babcia i swieta zeszly na dalszy plan.
Do dnia pogrzebu jakos sie trzymalam… Utrzymywalam wrecz, ze sama chcialabym umrzec w ten sposob ( w wieku 81 lat, we wlasnym lozku, otoczona bliskimi, raczej bez cierpienia, doczekawszy 3 dzieci, 8 wnukow i 5 prawnukow)… Ale dzien pogrzebu byl jednym z najbardziej traumatycznych wydarzen w moim zyciu… Teraz mam jakies koszmary z katafalkami, trumnami i konduktem zalobnym… A najgorsze jest to, ze te koszmary moga sie ziscic, bo przeciez moi dziadkowie ze strony taty maja w tej chwili po 85 lat…

Musze sie jakos pozbierac… i przestac smecic na blogu i w rzeczywistosci…
Moze zaczne od obejrzenia „Lepiej pozno niz pozniej”…

Postanowilam przejsciowo przestac sie wymadrzac na blogu i napisac po prostu co u mnie slychac…

- mam dwie nowe rybki, mieczyki; sa przesliczne, pomaranczowe, chlopczyk i dziewczynka; lubie patrzec jak sobie plywaja miedzy roslinkami i plosza gupiki :-)

- ogladam kwietniowy numer Playboya z Paulina Holtz na okladce i…o rety, jakie ona ma male piersi! Ma za to bardzo ladnie wykrojone usta, ale to jakos mniej przyciaga uwage jak sie jest na okladce Playboya…

- czytam sobie wypowiedzi wybrane przez redakcje „Wysokich Obcasow” jako najbardziej chamskie… mnie osobiscie najbardziej przeraza tok rozumowania Janusza Korwina-Mikke, ale inni niewiele mu ustepuja…

- kilka dni temu, kiedy ze zmarnowanym humorem siedzialam przed komputerem, ktos zaczepil mnie przez GG…jakis nieznajomy facet… splawilam go w typowym dla siebie stylu, czyli z taka specyficzna uprzejmoscia… i facet mi napisal – „masz styl”… i humor mi sie troche poprawil, i to chyba faktycznie prawda… staram sie miec klase w kazdej sytuacji i milo jest, kiedy ktos to dostrzega :-))) a poza tym, to ja przeciez zywie sie meskim uwielbieniem ;P

- a w poniedzialek zmoklam 2 razy! i teraz juz nosze ze soba parasolke, bo nie znosze jak cos mi scieka po czole i nosie…

-tesknie za moja mama…za tym, zeby mnie przytulila i powiedziala, ze wszystko bedzie dobrze i zebym sie nie przejmowala…powiedzialam Endronowi ze moglby pospelniac funkcje mojej mamy, ale chyba sie przestraszyl, ze bede chciala mu ssac sutki ;P

- kupilam sobie nowe buty i lakier do zdobienia paznokci… mala rzecz, a cieszy :-)

- jade na swieta dopiero w sobote popoludniu i w rodzinnym domu bede dopiero wieczorem :-( Co nie zmienia faktu, ze zycze wszystkim czytajacym te slowa spokojnych, pogodnych i radosnych Swiat Wielkanocnych spedzonych w milej, rodzinnej atmosferze :-))))

-

80

26 komentarzy

OK, lejdis , let`s talk about… bojzzz.

Mam taka swoja glupawa zyciowa teorie, ze prawdziwy mezczyzna zaczyna sie od 80kg.
Oczywiscie nie chodzi tu o jakis bardzo konkretny i skrupulatny pomiar wagowy, a jedynie o to, ze duzy facet = duzo radosci :-)

No bo czyz mozna miec duzo radosci z facetem, ktory ma kuperek mniejszy od mojego? Co ja bym z takim „malokuperkowcem” robila??

Jaka radosc mozna miec z facetem, ktory ma obwod klatki porownywalny z moim?

Czy moze dac radosc facet, ktory ma uda i lydki niewiele wieksze od moich?

A skoro ja mam brzuszek wklesly, to czy on nie powinien miec wypuklego?

I to chyba oczywiste, ze facet powinien miec wielki, rozlozyste, opiekuncze ramione, zebym mogla sie w ich zatapiac?

A tych wszystkich cech nie moze miec jakis „szczuplina”, wazacy te nedzne 70 i pare …

A juz taki osobnik powyzej 80 kg, to calkiem inna historia :-) A im wiecej, tym lepiej :-) I pisze to z cala odpowiedzialnoscia, jako byla partnerka osobnika o wadze 120 kg ( i wzroscie 194 cm) :-))))) To byla baaardzo duuuzaaa radosc :-)

I nic na to nie poradze, ze uwielbiam tych nie najszczuplejszych, a nawet odrobina tluszczyku na brzuszku mi nie przeszkadza :-)

Aktualnie zajmuje sie wytwarzaniem (poprzez tucz) faldek na brzuszku mojego Aktualnego, ktory niestety nie jest jeszcze prawdziwym mezczyzna ze wzgledu na wage ponizej 80 kg.

ALE BEDZIEMY NAD TYM PRACOWAC!!!


  • RSS