ael blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 3.2004

W ramach refleksji nad wlasna osoba wymyśliłam 7 czynnikow, które sprawily, ze dzis jestem jaka jestem ;-) (kolejność przypadkowa)

1) KSIĄŻKI – bylam i jestem strasznym molem książkowym, czytam (prawie) wszystko i wszedzie, w dzieciństwie mama wyganiala mnie na podworko, żebym tylko przestala czytac, teraz zaszycie się w lozku z dobra ksiazka jest moim faworytem wśród form spedzania wolnego czasu; no i oczywiscie z ksiazek sporo się dowiedziałam
2) KOSMETYKI – wiem, ze to może być smieszne, ale każdy, kto widział mnie jako „Matke Nature” nie może mieć wątpliwości, ze dopiero po uzyciu farby do włosów, cieni do powiek, lakieru do paznokci i calej masy kosmetykow pielęgnacyjnych zaczelam wyglądać jak atrakcyjna kobieta; może tylko to sobie ubzdurałam (bo przeciez pewnych rzeczy nie da się „podrasowac” kosmetykami), ale na pewno dodalo mi to pewności siebie
3) RODZICE – no tak, to akurat nic odkrywczego; wiadomo, ze jeśli ktos od urodzenia wpaja mi jakis system wartości, to musi wpłynąć na kształt mojej osobowości; a moim rodzicom udalo się wychowac mnie na calkiem przyzwoitego człowieka :-)
4) MIEJSCE – a konkretnie miejsce, w którym się urodziłam i żyłam przez 19 lat; stad wziela się moja malomiasteczkowa moralność i obawy „co ludzie powiedza”; a także to, ze podobno „mam dobrze w glowie”; acha, i dlatego niektórzy warszawiacy mowia mi „nie odzywaj się, bo ty ze wsi jestes” :-)
5) OKULARY – chyba z tym się wielu osobom kojarze; i mężczyznom jakos łatwiej jest powiedziec mi „masz fajne okulary&” niż „masz fajny kuperek” :-) zdejmuje je tylko do spania i mycia, i nie kupie sobie szkieł kontaktowych :-)
6) PIERWSZY FACET – jestem i zawsze będę mu wdzieczna, za to, ze skutecznie wmówił mi, ze jestem fantastyczna, atrakcyjna osoba, i że wszystko w życiu może mi się udac; nauczył mnie wielu rzeczy o życiu i o ludziach; i to pewnie ze względu na niego mam słabość do mężczyzn o niezbyt szczupej budowie ciala :-)
7) SAMODZIELNOŚĆ – to, że w wieku 19 lat wyprowadziłam się z domu z pewnością dobrze mi zrobilo; wiem, że poradze sobie w życiu sama; no, może „with a little help from my friends” :-)

OK, a teraz przestane myśleć o sobie i zaczne myśleć o innych :-))))))

Dobra, zdaje sie, ze wiem juz kim chce zostac jak dorosne.
Zainspirowana notka na jednym z blogow postanowilam zostac stara panna…
Mysle, ze mam szanse byc w tym naprawde dobra…

Prawda jest taka, ze na sama mysl o malzenstwie dostaje gesiej skorki i mam ochote uciekac. Malzenstwo kojarzy mi sie z wiezieniem i beznadziejnoscia. Nawet nie potrafie sobie wyobrazic, ze kazdego dnia przez 30 (na przyklad) lat budze sie rano kolo tej samej osoby.

O dzieciach to juz w ogole nie ma mowy. Sa (przypuszczalnie) kula u nogi,trzeba sie nimi zajmowac, a poza tym nie wiem jak je urodze z moja sklonnoscia do omdlen… No ale tu jeszcze mozna cos ponegocjowac…Jak naucze sie dobrze zajmowac soba, pomysle o dzieciach…

Uwielbiam koty. Z wzajemnoscia i bez, jakiekolwiek, byle koty. Kiedys mialam, teraz chce miec, i kiedys bede miala….

Jestem koszmarnie skapa. Oszczedzam na czym sie da i wpycham kase do skarpety (skarpeta zas ulokowana jest w jednym z bankow)…

Mam swoje glupawe nawyki, dajmy na to – zywieniowe. Na przyklad nie przejde obok McDonald`s bez zjedzenia tam panierowanych brokulow (wiem, wiem, sama moge napisac habilitacje na temat „Dlaczego nie powinno sie jesc w McDonald`s”) i mam stale faze na picie soczkow marchewkowo-jakichstam (wiadomo, marchewka wzmaga potencje, tylko trudno ja przymocowac :D)

No i oczywiscie jestem koszmarnie marudna. Bycie marudna, niezadowolona i zdystansowana to moje ulubione zajecia…

Nikt mi sie nigdy nie oswiadczyl, a gdyby to zrobil, wysmialabym go i odeslala do diabla… (ciekawe czy po tym oswiadczeniu ktos zechce sprawdzic czy naprawde to zrobie)…

W tej sytuacji moge jedynie przystapic do realizacji planu ;-))))))

Jako, ze moje notki pisane z przymruzeniem oka, dystansem do rzeczywistosci i ogromnym ladunkiem autoironii nie znajduja powszechnego zrozumienia, dzis napisze cos smiertelnie powaznego, co zapewne ucieszy wszystkie osoby zyczace mi jak najgorzej.
Uwazajcie, wszyscy cieszacy sie z mojego nieszczescia, oto cos dla was:

- moja babcia jest powaznie chora, lezy w szpitalu i nie wiadomo czy kiedykolwiek uda jej sie wyzdrowiec. Ze stanem babci moge sie jakos pogodzic, ale to, ze moja mama znosi te sytuacje dosc zle, naprawde mnie smuci i stresuje…a bedzie jeszcze gorzej…

- moja kariera zawodowa utknela w martwym punkcie, i to dosc niekorzystnym… jako, ze oferty pracy jakos sie na mnie nie sypia, zastanawiam sie nad zdawanie na aplikacje… a kiedy zapoznaje sie z warukami zdawania, wynikami zdawalnosci, potencjalnymi pytaniami, zakresem materialu i wszystkimi informacjami na ten temat, popadam w otchlan czarnej rozpaczy… a bedzie jeszcze gorzej…

- moj chlopak jest chory… to znaczy on w ogole jest dosc chorowity, ale teraz jest chory szczegolnie, grozi mu operacja, przyjmuje antybiotyki i w ogole sie o niego martwie.. i o to, ze bedzie jeszcze gorzej…

- mam kilka marzen do spelnienia… takich zwyklych, ludzkich marzen typu podroze lub kilka przedmiotow materialnych… oszczedzam i oszczedzam, i wciaz mi wychodzi, ze na cos mi nie starczy… nie mozna miec wszystkiego, a w ogole to bedzie jeszcze gorzej…

Tak, moi drodzy, nie tylko majtki mam w glowie…

Kochany pamietniczku,
zdaje sie, ze mam nowa obsesje…Otoz namietnie zbieram figi. Nie, nie przechadzam sie wsrod figowcow zrywajac owoce. Po prostu skupuje majtki i znosze je do domu. Ale mysle, ze dopoki nie sciagam ich ludziom ze sznurkow na balkonie, to ta obsesja jest dosc niewinna…

Odkad pamietam zawsze mialam bielizne jednego rodzaju: biale, dosc obszerne, z porzadnej bawelny – figi.
Zaopatrywala mnie w nie oczywiscie rodzicielka, majac na uwadze glownie pragmatyzm. Wiadomo – wygodniej prac. Jesli zaplataly sie jakies kolorowe desusy, byly eliminowane w procesie prania.
W zasadzie ta monotonia mi nigdy nie przeszkadzala. Co znamienne, moi partnerzy, ktorzy mieli okazje owe barchany ogladac, jakos niezbyt glosno protestowali.

I kiedy zaczelam w koncu na siebie zarabiac, nadszedl okres szalu stringow :-) Kupowalam stringi o wszelkich kolorach, z roznych tkanin i o roznorodnym, ze tak powiem, wydzwieku estetycznym.

W miedzyczasie byly jakies prezenty od roznych moich Aktualnych i okazalo sie, ze stringi to wcale nie jest to, co tygryski lubia najbardziej.

A teraz, kochany pamietniczku, namietnie kupuje sobie pantalonki :-) Takie z malutkimi nogaweczkami, obcisle, w roznych kolorach i o roznych fakturach tkanin :-) I uwazam, ze bardzo ladnie w nich wygladam :-) I kupuje tego coraz wiecej i wiecej, i niedlugo przestana sie miescic w swoim pojemniku :-)

Ale i tak najwiekszy sentyment mam do tych bialych, dosc obszernych, z porzadnej bawelny…

Ach, kochany pamietniczku, takie rzeczy to tylko tobie moge powiedziec ;-)

Zagadnienia dzisiejszych rozwazan:

-czy zadzwonienie po straz miejska w sytuacji, gdy na klatce koczuje bezdomny jest zgodne z moim swiatopogladem?

-czy nie nalezy raczej wyniesc takiemu czlowiekowi miski zupy i przykryc go kocykiem?

-a moze nalezy zaprosic go do swojego mieszkania?

-czy na ocene mojego czynu moze wplynac fakt, ze ten bezdomny zadamawial sie tam od dobrych kilku dni, strasznie cuchnal, a dzis przy windzie zrobil kaluze?

-czy to, ze sie go balam, jakos mnie tlumaczy?

-czy bede teraz czarna owca dla swoich sasiadow, bo oni mi przeciez tlumaczyli, zebym nie zwracala uwagi i zamykala sie dobrze w swoim mieszkaniu?

-czy ja musze tak wszystko analizowac, rozwazac, przemysliwac, dorabiac ideologie i miec wyrzuty sumienia?

-to w koncu postapilam slusznie czy niesluznie?

Niezaleznie od tego jak koszmarnie wygladam, czy jestem ubrana w wielka kacabaje a`la habit czy tez w przykrotkie spodnie i zakurzona kurtczyne sprzed lat, zawsze znajdzie sie jakis (nie obawiajmy sie uzyc tego slowa) palant, ktory stojac na czerwonym swietle, zatrabi sobie na mnie, przechodzaca akurat pasami…

Domyslam sie, ze ma przy tym niesamowita satysfakcje. Czesciowo mu ja psuje, bo pomna przestrog kolegow, nigdy sie nie ogladam.
Koledzy moi mieli bowiem kiedys zabawe, polegajaca wlasnie na obtrabianiu co fajniejszych panienek na pasach i przyjmowaniu uprzednio zakladow czy sie obejrza czy nie, przy czym z faktu obejrzenia sie wysnuwali oparte na niezbyt rzeczowych przeslankach wnioski co do tych panienek….hmmmm…proweniencji.

Stanowi dla mnie spora zagadke cel dzialan tych panow. Ostatecznie zrozumialabym, gdybym byla dlugonogim kociakiem sunacym zalotnie po pasach, ale ja usiluje po prostu przemiescic sie na druga strone ulicy!!!

A wracajac do kwestii z poprzedniej notki: wobec zmiany kierownika Studium Wychowania Fizycznego i Sportu stanelam przed koniecznoscia skombinowanie zwolnienia z WFu, i to z data wsteczna. Ostatecznie zwolnienie mialo pieczatke Poradni Chorob Wenerycznych i Przenoszonych Droga Plciowa, wystawil je internista, a schorzenie bylo ortopedyczne. Na szczescie mam to juz za soba :-))))))))))

Nie jest mi latwo pisac bloga, kiedy czytja go:
-moj jedyny brat
-moj aktualny chlopak
-moja szefowa
-moja przyjaciolka
-moi koledzy i kolezanki z pracy
-blizsi i dalsi znajomi, ktorych czasem jednak WIDUJE na oczy…
…i cala banda ludzi, ktorzy czytaja, ale nie komentuja, i czasem tylko odzywaja sie na GG…
w zasadzie dziwie sie, ze nikt jeszcze nie wpadl na pomysl wydrukowania tego bloga, oprawienia w skore i podarowania moim rodzicom, zeby mogli sobie poczytac o wszystkich moich karygodnych postepkach…

Takie grono czytelnikow wzmacnia moja potrzebe autocenzury i naprawde cizeko napisac cos ciekawego, bo automatycznie musze wylaczyc tematy zwiazane z rodzina (a jest o czym pisac), kwestiami damsko-meskimi (przemilczmy objetosc tematyczna) i praca (long story, ladies&gentlemen, long story)…

A zatem dzis temat jak z pierwszej strony „Faktu”:

CZY WIECIE, ZE AEL (L.25) NA II ROKU STUDIOW MIALA ZWOLNIENIE Z WFu WYSTAWIONE PRZEZ PORADNIE CHOROB WENERYCZNYCH I PRZENOSZONYCH DROGA PLCIOWA???

stay tuned, wiecej szczegolow after short commercial break :-))))))

Aktualnie:

slucham – Ania Dąbrowska „Tego chciałam”

czytam – Arturo Perez-Reverte „Królowa południa”

gotuję – zupę kalafiorową

eksperymentuję – posadziłam cebulę w doniczce i czekam na szczypiorek :-)

tuszuję – zaczerwieniona skórę pod nosem, spowodowaną przez katar, do którego niedawno dołączył kaszel…

usiłuję – minimalizować wydatki, czyli, mówiąc po ludzku, oszczędzać…

…a mój spadek formy psychofizycznej ewidentnie świadczy o nadchodzącej wiośnie … :-)


  • RSS