ael blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 11.2003

OSTATNIO:

czytam…”Dom nad laguną” Rosario Ferre. Co prawda jesli chodzi o to nazwisko, wolalabym cos z gustowna metką Gianfranco Ferre, ale na razie niech bedzie ksiazka Rosario…

oglądam… Jackass…i jeszcze sie z tego smieje…

zgubiłam…dowód osobisty. Nie wiem gdzie jest. Ostatnio był widziany na moim biurku. Czy to mozliwe, ze ktos ukradl mi niezauwazalnie dowod, a zostawil telefon, karty i portfel…?

byłam…w Monaco na Sienkiewicza, bo w Lemonie byly akurat urodziny Lemona (na ktore, do diabla, nie otrzymalam zaprosznia!)… z czystym sumieniem Monaco nie polecam, choc to dokladnie naprzeciwko Lemona…

spotkałamMorenikę …co by tu zrobic, zeby wyswatac ja z moim bratem…?

piję…oranżadę „Tradycyjną” otrzymaną od Ebo . Kojarzy mi sie z Andrzejkami w podstawówce, gdzie każdy uczestnik otrzymywał pączka i oranżadę. Pączka jakoś w siebie wciskałam, oranżadę już nie bardzo, ale piłam na siłę, bo wiedziałam, że po kilku kółeczkach wokół sali w rytm melodii „Puszka Okruszka” będę dość spragniona…

użeram się… z burym kotem o imieniu Fasola, pozostawionym u mnie na przechowanie do poniedziałku oraz wciaż pojawiającymi się w moim akwarium nowymi małymi gupikami…

wybieram się… na tzw. parapetówę na Pragę Północ. Jeśli przeżyję w sobotni wieczór spacer survivalowy po Rembielińskiej, to na pewno się jeszcze odezwę….

Miłego weekendu :-)

Lubie miejsce, w ktorym mieszkam…
Moze dlatego, ze to pierwsze tak naprawde moje miejsce. Jest w tym nutka dumy, kiedy mowie: „mieszkam na Żoliborzu”..
Pamietam, jak bardzo walczylam o to swoje pierwsze miejsce. Żadne z miejsc, gdzie wczesniej mieszkalam nie bylo tak wazne.

Lubie widok z okna kuchni – Palac Kultury i panorama Warszawy. Podbija serca wszystkich gosci. Inspiruje fotografow… Ale „zielony dywan”, ktory widac z okien mojego pokoju, tez jest nie do pogardzenia. Kiedy weszlam do pokoju pierwszy raz i wyjrzalam przez okno, zobaczylam bialy, kwitnacy sad… Nic zatem dziwnego, ze wlasnie to miejsce chcialam zasiedlic :-))

Pamietam, jak bardzo czekalam, zeby zaczac meblowac mieszkanie. Oczywiscie w rzeczywistosci okazalo sie to wielkim wysilkiem, ciaglym bieganiem po sklepach i stalym brakiem najpotrzebniejszych sprzetow…Pamietam wnoszenie dywanow na X pietro, bo nie miescily sie do windy. prawie zemdlalam z wysilku :-)

Najlepsi oczywiscie sa sasiedzi. O królikach juz pisalam… Reszta jest rownie barwna :-)

Uech, pewnie jeszcze wiele takich miejsc przede mna… Ale to chyba na zawsze pozostanie wyjatkowe…

Dzisiejsza notka (troche nostalgiczna, wiem) jest inspirowana przez Pana Iluminację

PS. A wiedzieliscie, ze margaryna „Smaczny duet” i „Masmix” sa produkowane przez tego samego producenta i maja taki sam sklad (sadzac po opisie na pudelku), a roznia sie tylko opakowaniem i cena…? Wczoraj powiedzial mi to Ebo , a dzis moj brat sprawdzil i przytargal do domu nowe opakowanie tego „Duetu”…

Boje sie…
Boje sie, ze bedzie na mnie krzyczal. Ze wykryje cos strasznego. Ze bedzie bolalo. Ze znowu zemdleje. Ze skieruje mnie na badania, podczas ktorych znow zrobie z gabinetu scenerie filmu „Masakra teksanska pilą tarczową”… czy cos takiego…
A w najlepszym wypadku nie da mi recepty.

W takich chwilach wolalabym byc mezczyzna…

Jestem jeszcze w domu, a juz robi mi sie ciemno przed oczami i oddycham z trudem.

Wiecej szczegolow w nastepnym wydaniu wiadomosci.

———-APDEJT———

Oczywiscie tradycyjnie denerwowalam sie na darmo. Wszystko sie udalo.
Zauwazylam, ze lekarze tej specjalnosci mowia do mnie zawsze per „ty”… W tym akurat przypadku nie mam nic przeciwko…

Zostalam zaskoczona jednym pytaniem: „kiedy zamierzasz urodzic dziecko?”
Yyyyyyyyyyyyyyyy…..nie mam pojecia, nigdy sie nad tym nie zastanawialam, jakos w tym dziesiecioleciu… to zagadnienie jest mi tak bliskie jak moja wyprawa na Ksiezyc…
Ja i dziecko? NO WAY!

Przemieszczanie sie po miescie za pomoca komunikacji miejskiej pozwala wyrobic sobie wiele pogladow…

Dzis na przyklad w tramwaju napotkalam dwa wielkie pajaki. Wlasciwie pajeczyce, jedna taka 2-letnia, druga tak z poltora roku.
Mialam okazje obcowac z nimi wyjatkowo blisko, bo kobieta, nad ktora stalam ustapila im miejsce. Kiedy rano jade do pracy, zazwyczaj stoje, bo latwo przewidziec, ze na nastepnym przystanku do wagonu wpadnie cala zgraja bereciar i trzeba bedzie ustapic miejsce, jesli nie chce sie narazic na awanture. Jak wracam, jestem juz mniej sklonna do stania i czasem siadam. Ostatecznie jak taka bereciara wyglada naprawde na czlowieka steranego zyciem albo jest objuczona, to ustepuje. Ale jak staje nade mna taka kapelusznica i zaczyna sapac, a przed chwila widzialam jak truchtala do tramwaju, to ssoorrrrryyyyyyyy……… Ja mam jeszcze kilkoro dzieci do urodzenia i sklonnosc do omdlen, wiec musze na siebie uwazac ;-)

Ale wracajac do pajakow… Mniejszego pajaka tata posadzil na zwolnionym miejscu, a wiekszego mama postawila obok i pilnowala. Mniejszy criters siedzial cicho, jakis zmulony, wiekszy zasuwal po calym wagonie i darl sie. Ale jak sie darl!!! Raczej bez powodu, tak dla rozrywki. Ciagal matke, piszczal, przepychal pasazerow, a na koniec dal temu mniejszemu w leb. Mama zareagowala: „za co ja bijesz?”…Czyli nie nalezy bic bez powodu, z powodem juz mozna. Hmmm…Na szczescie wkrotce wysiadlam, ale z pajakami „rozrywka” byla niezla. Ja sie jednak na razie na matke nie nadaje. Mialam ochote zakneblowac tego malego potwora i przywiazac do czegos…

A jak jeszcze troche pojezdze komunikacja miejska, to poglady na aborcje i eutanazje wykrystalizuja mi sie zupelnie…

PS. Powyzsza notka jest przeznaczona dla osob z odpowiednia dawka poczucia humoru.

Latest news

20 komentarzy

OSTATNIO WIDZIALAM:

- faceta bez nogi, na wozku inwalidzkim, przejezdzajacego przez przejscie dla pieszych NA CZERWONYM SWIETLE!!!

- film „Jak stracic chlopaka w 10 dni”…Mile, przyjemne i nie zmuszjace do myslenia… A poza tym znam sposob na to jak stracic chlopaka w 10 sekund, ale film na ten temat nie nadawalby sie do emisji przed 23…

- mnostwo fajnego jedzenia w barze „Sady Żoliborskie”. Nie wiem dlaczego, ale to bardzo lubie to miejsce. Moze dlatego, ze tam po raz pierwszy spotkalam krola warszawskiego lansu – Ebo , a moze dlatego, ze maja tam naprawde fajne jedzenie i absolutnie niepowtarzalana atmosfere…

- mokre kartki ksiazki. Czyli swoje lzy podczas kolejnej lektury ksiazki „Krystyna, corka Lavransa” Sigrid Undset. Tym razem przebrnelam tylko przez dwa tomy, bo trzeciego juz bym nie zniosla. Undset w niesamowity sposob ukazuje losy kobiety zyjacej we wczesnym sredniowieczu w Skandynawii. Tak naprawde to sa losy wielu kobiet, niezaleznie od miejsca i czasu. Coz, w koncu noblistka…

- sytuacje, jak z pozoru kulturalni ludzie w obliczu konfliktu przemieniaja sie w ordynarnych prostakow nie szczedzacych obcym nawet osobom slow typu „k…wa”, ” sp…aj”, „g…arz”. Takie slowa bardziej swiadcza o nadawcy niz o adresacie. Moze kiedys zrozumiem dlaczego jedni rozwiazuja konflikty w stylu Mazowieckiego czy Skubiszewskiego, a inni w stylu Leppera i Wrzodaka…

- swoja usmiechnieta twarz patrzaca na mnie z lustra. A to po wizycie u fryzjera.. Naprawde mialam ochote powiedziec: „hej, AELka, niebrzydka z ciebie kobietka”…

A zatem, UWAZAJCIE, nigdy nie wiadomo co nastepnym razem dostrzeze czujne oko AELki ;P

Wczoraj przysłano mi nowy katalog ze Świata Książki. Jest kilka naprawde interesujacych pozycji…Jeśli nie kupie przynajmniej trzech ksiazek, chyba oszaleje…

Wlasnie zauwazylam w katalogu Avonu promocje na zestaw: migdalowy balsam, migdalowy zel pod prysznic i migdalowy krem do rąk. Jesli sobie tego nie kupie, chyba oszaleje…

Kilka osob mniej lub bardziej subtelnie zasygnalizowalo mi ostatnio, ze blado wygladam. Jesli w przyszlym tygodniu nie pojde ze dwa razy na solarium, chyba oszaleje…Najlepiej caly karnet sobie od razu kupie, co?

Dzis ide do dentysty. Jak wiadomo nie jest to tania impreza. Ale jesli moj usmiech nie stanie sie wkrotce jeszcze bardziej zniewalacjacy, to chyba oszaleje…

Jurto mam umowiona wizyte u fryzjera. Mam zamiar radykalnie poprawic sobie humor, zwlaszcza, ze mam juz odrosty zupelnie jak jakas Masza ze Stadionu. Lepiej, zebym wygladala bajecznie, bo jesli nie, to chyba oszaleje…

Wobec jutrzejszej wizyty w rodzinnej miejscowowsci mam kilka planow zakupowych. Chyba nie musze pisac co sie stanie, jesli ich nie zrealizuje…?

Jutro zamierzam tez udac sie do banku w celu likwidacji konta, po uprzednim przelaniu dostepnych srodkow na moje nowe konto. O ile bedzie jeszcze co przelewac…

Kilka dni temu odwiedzil mnie moj kolega M. Kolega M. jest artysta. W ramach artystycznego podarunku przyniosl mi swoje artystyczne zdjecie…Na zdjeciu jest kilka artystycznie skomponowanych…hmmm…odpadow.

Uznałam za stosowne zachwycic sie prezentem. Po tym, jak wlozylam je w szklane, pozlacane ramki.
„O, jakie to ladne. A ten wilczek to taka zabawka? Acha, opakowanie po cukierkach…A te kartoniki to po czym? O, tu widac napisy. To po czekoladkach! To z boku to od razu widac, ze szklanki. A co to za plyn? Ten kolorowy? Ta tkanina z tylu to chyba Twoja koszula, co? No fajne to, fajne, zwlaszcza ta swiecaca kula…”

W miare mojego radosnego szczebiotania mina dostojnemu tworcy rzedla… W koncu wykrztusil:
„TO SIE DZIEJE W DYSKOTECE! Ten wilczek chce poderwac te dziewczynke z obrazka. Szklanki, koszula i kula to wystroj dyskoteki. To jest taka historyjka! Kazdy moze sam opowiedziec sobie ciag dalszy!!!”

Hmmmm…
I pomyslec, ze swego czasu zostalam laureatka olimpiady polonistycznej ze wzgledu na wyjatkowe wyczucie artystyczne i umiejetnosc odpowiadania na pytanie „co autor chcial przez to powiedziec”…

A ostatnio ciagle slucham Andrzeja Zauchy „Badz moim natchnieniem”:
„…Więc bądź moją muzą
bądź mi blondyneczką niedużą.
W skwar czy w deszcz
co robić masz wiesz
Co masz robić wiesz:
smaż, gotuj, zmywaj, pierz,
a przytul czasem też,
artystom takich muz
potrzeba i już.”

No do zmywania to bym sie pewnie nadawala…

;P

Niedziele spedzilam niezwykle konsumpcyjnie.
Zaczelo sie od wizyty u Miss Curiosity .

Zostalam poczestowana salatka grecka, zagryzalam to francuska bagietka, zapijalam wegierskim tokajem, a calosc popchnelam winogronami, zapewne hiszpanskimi. Na koniec irlandzka herbatka, a w miedzyczasie miedzynarodowa wymiana pogladow :> Zoladek pecznial…

Potem dotoczylam sie sie do kwatery Endrju

Od progu zostalam zaatakowana obiadem. Kartofelki, kotlet schabowy i gigantyczna gora surowki z kiszonej kapusty. Mrrrrauuu…
Ledwo obronilam sie przed bigosem.
Na koniec biszkopty i herbatka z cytrynka… A zoladek pecznial… (Ostatnim razem tak sie opchalam nalesnikami ze szpinakiem i serem plesniowym posypanymi parmezanem, ze do dzis unikalam odwiedzania go w porze obiadowej)

W kazdym razie troche pokoledowalam po znajomych i mam zoladek niczym krowa holenderka, z tymi wszystkimi czesciam typu zwacz,ksiegi, itd.

Na przyszly weekend zapisali sie juz moi rodzice, ktory wrecz wtlaczaja we mnie ogromne ilosci pozywienia. Niedlugo zamontuja mi taka rurke prosto do zoladka, zupelnie jak brojlerowi…

No, ale ten weekend za 2 tygodnie, mam nadal wolny… Wiec gdyby ktos potrzebowal pozbyc sie troche jedzenia…to nie zostawie samego w potrzebie!
:-)

Chcialam zrobic przeswietlenie zeba. W tym celu udalam sie do przychodni.

W kolejce przed okienkiem:

Pani przede mna-”Chciałabym odebrac EKG serca na nazwisko…”

Pan w okienku-”Prosze bardzo”

Ja-”Chcialabym zrobic EKG zeba”

Pan w okienku-”…..yyyyyy….yyyyy…moze RTG…?”

Podczas wykonywania zdjecia wlozyl mi do ust jakas plytke i kazal przytrzymac. Totez przygryzlam ja… razem z jego palcem.

Chyba cieszyl sie jak w koncu sobie poszlam.

TAK, JESTEM BLONDYNKA !!!

Moje stosunki z facetami mozna obrazowo przedstawic jako sinusoide. Albo ugania sie za mna banda fantastycznych facetow, z ktorych wybieram jednego, a reszty niestety nie wybieram, albo jest totalna posucha, pies z kulawa noga sie za mna nie chce obejrzec i w ogole niekt mnie nawet dziesieciometrowym kijem nie chce szturchnac…

Niezaleznie jednak od tego, w ktorym momencie sinusoidy akurat jestem, jedna grupa mezczyzn pozostaje mi wierna : zonaci…

Nawet moja matka zauwazyla, ze jak ide ulica to jacys obcy faceci sie za mna ogladaja… Zazwyczaj tacy po czterdziestce… Jak mam do zalatwienia sprawe zawsze ci zonaci sa dla mnie milsi niz kawalerowie…Jak ide z kolezanka i spotykamy dwoch kolesi, to zawsze ja spodobam sie temu zonatemu… Albo jak juz sie jakiemus spodobam, to okaze sie, ze jest zonaty…

Niewykluczone, ze mam na czole wielki, niewidzialny dla mnie napis: „jestem naiwniaczka i lubie sie pakowac w klopoty!”…

Zawsze czuje sie dziwnie zaklopotana zupelnie jakbym to ja robila cos zlego… Darowuje sobie uswiadamianie im, ze nie przepadam za konkurencja w postaci umocowanych prawnie zon, i zwyczajnie zwiewam…

A dzisiejsze wynurzenia sponsorowane sa przez pana z sasiedniego stolika w „Lemonie”. Pana calkiem przystojnego i w ogole… te powloczystwe spojrzenia to takie calkiem mile byly. I odprowadzenie wzrokiem do drzwi… trzeba mi jeszcze bylo pomachac ta lapka zaopatrzona w obraczke…

Jeden jest tylko optrymistyczny wniosek: jak bede miec na stanie wlasnego meza to pewnie tez nie bedzie mogl ode mnie oczu oderwac z zachwytu! Kandydaci na mezow proszeni o zglaszanie sie w komentarzach ;-)


  • RSS